Dosia ostatni lot byl koszmarem, bo moj synek starsznie dziwnie sie zachowywal. Jak mial jeszcze 2, 4 i 6 miesiecy to nie bylo z nim problemu, bo przesypial caly lot, ale ostatnio lecialam 2 miesiece temu, mial wtedy 10 mies i juz kumal czacze. Wiedzial co sie dzieje do okola i wiedzial ze samolot to nie jego pokoj, a moje rece to nie jego lozeczko. Biedaczek byl tak starsznie zmeczony, a nie umial usnac. Jak sie rozplakal, to obsluga podchodzila i pytala sie czy wszystko w porzadku. Nie wiem jak mam to opisac, bo tego sie nie da opisac slowami. Byl tak zaplakany, zanosil sie, caly spocony, lapal bezdechy i starsznie sie rzucal. Boze jak sobie o tym przypomne to juz mi sie robi slabo na mysl ze ta sytuacja moze sie powtorzyc. Najgosze bylo to ze nic kompletnie na niego nie dzialalo. Smoczek, herbatka, mleko wszystko odpychal. Spiew, glaskanie, przytulanie nic! I zeby jeszcze to trwalo 10 min to jakos by bylo, ale lot byl pozno w nocy, i obudzil sie jak go wnosilam do samolotu. Pierwsze 20 min bylo ok, ale potem sie zaczelo i ten atak placzu trwal ok godziny

Najgorsze bylo jak ludzie na mnie patrzyli z takim oburzeniem jakby chcieli powiedziec: "wez kobieto w koncu to dziecko ucisz!" Masakra, a ja czulam sie kompletnie bezradna.
Teraz lece o 21:00 wiec troche wczesniej niz ostatnio, ale znowu to juz jego pora spania, a Dominik ma teraz rok i nie ma szans zeby byl spokojnym aniolkiem na kolanach mamusi i watpie ze usnie! A raczej jestem pewna ze nie!
Boze dziewczyny jak ja sie boje, to juz w srode...
