życie po 30-stce :)

Wolne tematy, dyskusje, tutaj możecie rozmawiać o wszystkim. Nasze codzienne i niecodzienne sprawy.

Moderator: Zespół I

Awatar użytkownika
nefertari
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4427
Rejestracja: 19 lis 2008, 08:22

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: nefertari » 18 cze 2009, 16:55

no to na razie nie ma tych objawów..... czekam na kolejne z nadzieją, że też nie bedzie :)
na starcie: 75A na mecie: 70F dzięki anatomicznym mentorom 440 cc styczeń 2009

rysiabe
Nowicjusz Beauty
Nowicjusz Beauty
Posty: 47
Rejestracja: 16 cze 2009, 22:18

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: rysiabe » 18 cze 2009, 17:41

Nie, Ullrike, nie kupował jej prezentów.Ani kwiatów.Żadnych. Ona też mu nie kupowała prezentów.
Wiem to na pewno.
Te drobiazgi kosmetyczne, bieliznę i skarpety sam sobie kupował.
Nie traktował jej jak kochankę. Nie uważał jej za kochankę.
Trudno to zrozumieć, ale na końcu tej historii wyjaśnię.Jeżeli zechcecie wysłuchać, oczywiście. Gdy Was znudzę, dajcie znać,.że już nie chcecie tych bzdur na forum.
Swoich kontaktów z nią nie uważał za zdradę.
Czy się w niej zakochał? Nie, nawet przez moment jej nie kochał.
Nigdy nie traktował jej poważnie.
Czy mnie przestał kochać wtedy? Nie, nie przestał.
Jak mógł się kochać w tym samym czasie również ze mną?
Nie wiem.
Ale nie był to sex-pańszczyzna. To się czuje.
Kim dla niego była?
Myślę, że przede wszystkim dobrą koleżanką, nie przyjaciółką, to ona mu się zwierzała. on nie.
Natomiast pod względem seksu - kimś w rodzaju prostytutki.
W gruncie rzeczy traktował ją lekceważąco, chociaż jej tego nie okazywał.
Ale wtedy o tym nie wiedziałam.

........("to co to było, jeśli nie zdrada" - zapytałam go po 20 latach. "Kurestwo -odpowiedział - zwykłe, chamskie,samcze, bydlęce kurestwo, opętanie, dla którego nie ma nazwy").........
.
Ale to później Wam napiszę resztę. Chcę na razie zakończyć pytanie pierwsze: jakie były jeszcze inne objawy zdrady. ?


Mieliśmy wtedy 3 zaprzyjaźnione pary, z którymi często się spotykaliśmy. Takie wieczory przy świecach i winie, imieniny, urodziny, kazdy pretekst był dobry,by się spotkać, wspólne sylwestry itd. To byli nasi koledzy i koleżanki ze szkoły i studiów. Przemili, dowcipni i sympatyczni, pomocni i niezawodni.Fajnie było bo braliśmy dzieciaki, które też się ze sobą zaprzyjaźniły.Po czwartym chyba pobycie w X zaczęły mu raptem śmierdzieć te spotkania. Że nudne jak flaki z olejem, nieciekawe, że mu się nie chce, że gdybym zobaczyła jacy fajni potrafią być ludzie w X, to bym zrozumiala.Najpierw sama chodziłam ale ile można było go tłumaczyć, że chory, że wyjechał, że ząb go boli.W końcu przestałam. Nie mogli pojąć, dlaczego się odizolowaliśmy.

I tak straciliśmy przyjaciół...

......(Po paru miesiącach poznałam tych "fajnych ludzi" w X na imprezie u - nazwijmy ją "Marzenką" - prywatce wydanej z okazji naszej wizyty.Po dwóch godzinach wszyscy ze wszystkimi się obściskiwali w tańcu (to też były zaprzyjaźnione małżeństwa państwa X), co chwilę jakś parka znikała na jakiś czas w kuchni, partnerzy się zmieniali, raz z jednym raz z drugim.Chyba jedynie ja i mój mąż nie chodziliśmy do kuchni, co nie znaczy, że mój mąż zachowywał się jak mój mąż(ale o tym potem). Nie wiem, po co tam chodzili do kuchni, ale w pewnym momencie nie zdzierżyłam i wyszłam do parku i tam sobie siedziałam , był to ciepły lipcowy wieczór, i tam mnie znalazł mój mąż. (to było takie fajne mieszkanie, dwa pokoje, z tego jeden ok.12 m, za to drugi jakieś 35m, idealne na imprezy, na parterze w zacisznej starej kamienicy przy parku)....

W czym się jeszcze zmienił mój mąż? Ano, jakoś tak zaczęły mu się nie podobać moje poglądy na pewne sprawy, sposób załatwiania problemów w pracy, zamiast doradzać, zaczął krytykować..itd. Więc poczułam się urażona, bo już przez niego straciliśmy przyjaciół, a teraz znowu taka nieoczekiwana krytyka, i przestałam mu opowiadać, co u mnie w pracy. Zresztą, przestało go to wtedy specjalnie interesować.
Krytyki nie uniknął również nasz jadłospis, raptem zaczął marudzić "po co te obrusy, serwetki, obiady trzydaniowe, surówki, pierdymałki, nie lepiej to kupować gotowe kurczaki z rożna, albo hotdogi d tego musztarda i spokój.I wygodniej i mniej roboty". Na mój protest, że przecież dziecko musi być zdrowo i w sposób zbilansowany karmione była riposta, że "inne dzieci nie są takie zbilansowane, a i tak dobrze się chowają i nie gorzej wyglądają od naszego".

...(Podczs wizyty u "Marzenki" zobaczyłam, że tak "chowane" sa jej dzieci. Ona nie przejmowała się gotowaniem. Po drodze z pracy kurczak z rożna, albo hotdog albo zapiekanka i obiad z musztardą albo keczupem gotowy. Do szkoły .......baton albo pączek (w domu nie jadało się śniadań), a na kolację zwykle drożdżówka.I spokój. Mama miała dużo czasu dla siebie.).....

Te uwagi i krytyki to nie były tak stale i nonstop. Poza tym bylo niby dobrze. Ale jakoś tak intuicyjnie wyczuwałam, że on na siłę szuka jakichś moich negatywnych stron.
Ale o intucji to innym razem.

Nie wolno lekceważyć przeczuć i intuicji.

rysiabe
Nowicjusz Beauty
Nowicjusz Beauty
Posty: 47
Rejestracja: 16 cze 2009, 22:18

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: rysiabe » 18 cze 2009, 17:47

Nie wiem jak te obrazki wstawiły się do posta. Tam z tym bijącym się było słowo"baton", a niżej "szukał"

Awatar użytkownika
majamajamaja
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 1851
Rejestracja: 17 sty 2009, 11:24

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: majamajamaja » 18 cze 2009, 19:19

Rysia ten: bat to dobrze ukazuje, co ta zolza zrobila wtedy z umyslem Twojego meza! Wiec chyba jest na miejscu, nie?
Co nie znaczy, ze cokolwiek go tlumaczy!
I jeszcze, przy moim poprzednim poscie sie powstrzymalam od jednego komentarza, ale pozniej napisalas wlasnie to, co ja na wyrost mialam zamiar komentowac: ze starasz sie go zrozumiec. Nie ma zrozumienia! Ja nie rozumiem i nie wnikam i nie mam zamiaru zrozumiec, dlaczego facet tak moze skrzywdzic swoja zone, ktora podobno kocha??? Sorry, nie ma takiego powodu! Az mi krew do glowy naplywa, kiedy to pisze!
Probowac go zrozumiec, to probowac znalezc powody, dla ktorych tak sie zachowywal, ze Cie skrzywdzil, a to jest usprawiedliwianiem go! Wybacz, ze 20 lat mlodsza i tak sie odwazam ostro do Ciebie pisac. Jestem postronna wiesz, i pewnie dlatego to na chlodno oceniam. A Ty Rysiu, robisz moim zdaniem blad, ze po tylu latach jeszcze probujez dla jego zachowania znalezc jakies wyjasnienie. Ty go nadal uwazasz za szlachetnego faceta, co?
15 kwietnia 2009 - Brzuchanski, powieki

rysiabe
Nowicjusz Beauty
Nowicjusz Beauty
Posty: 47
Rejestracja: 16 cze 2009, 22:18

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: rysiabe » 18 cze 2009, 20:08

Nie lekceważcie sojej intuicji. Nigdy. Ja zlekceważylam.

Pamiętam, kiedyś córka powiedziała "tato, tyle opowiadasz o tej pani Marzence i o jej dzieciach, to przywieź jakieś zdjęcie". Przywiózł, ona z dziećmi na huśtawce. "Ale brzyyydka"...powiedziała córka z rozczarowaniem. Spojrzałam, "rzeczywiście brzydka, taka cała w ciemnych piegach" i straciłam zainteresowanie (no nie, taka paskuda nie mogła uwieść mi męża)."Co, co? co wy mówicie, rzeczywiście uważacie, że jest brzydka?" zdziwił się mąż. "Tato! nie masz oczu? brzydka jak jak indycze jajo!". Jakoś tak zapamiętałam tę scenę. Może dlatego, że niedługo potem mąż przyniósł jakieś półpornograficzne pismo ("Sekscesy" chyba) i pokazał mi zdjęcie czarnej niedużej gołej babki w saunie. "Zobacz, no zobacz, czy ona nie jest seksowna?". Spojrzałam ze zdziwieniem, bo nic seksownego nie zobaczyłam, nawet figura była niezgrabna, bo to nie była modelka tylko jakaś tam sobie kobitka, nie najmłodsza zresztą.Ale zobaczyłam co innego: podobieństwo do Marzenki. I wtedy poczułam jakieś bliżej niesprecyzowane ukłucie w sercu. Ale szybko odpędziłam te myśli.
Kolejna intuicja z tamtego okresu. Koniec maja, za miesiąc wyjeżdżamy na urlop, do X. On jest akurat w X w delegacji.Obudziłam się nad ranem spłakana jak bóbr. Poduszka cała mokra (musiałam bardzo długo tak płakać przez sen). Nigdy przedtem ani nigdy potem nic takiego mi się nie przydarzyło. Zobaczyłam mojego męża w namiętnym akcie z nią w łóżku. To było takie realne, sen w kolorze (a zwykle mam sny jakies takie czaro-białe albo szare), że obudziłam się sądząc przez chwilę, że ja w realu to widzę. I z takim potwornym bólem w duszy, że aż prawie fizycznym. Przez godzinę leżalam jak sparaliżowana.Zdałam sobie wtedy sprawę jak bardzo jak ogromnie go kocham ( ajuż były momenty, że myślałam iż moja miłość zbladła, jakoś tak się rozmyła przez te lata).Potem wstałam, otrząsnęłam się i zmobilizowałam do życia. "To głupi sen, to niegodne tak myśleć o nim. Przecież to jest taki prawy człowiek!" I szybko odpędziłam od siebie te myśli.
Nikomu o tym nie mówiłam, Wy pierwsze czytacie na tym forum.

Po dwudziestu latach dowiedziałam się, że tak. Był z nią wtedy w hotelu. To było apogeum ich romansu.

I powiedzcie teraz, co o tym sądzicie? Czy to było przeczucie, czy Bóg mnie ostrzegał:"Kobieto, zrób coś, póki nie jest za póżno" ( w sensie: póki nie jest za późno byś zapobiegła nie zdradzie, bo ta już trwała, ale
upokorzeniu, którego możesz doznać).

Miesiąc póżniej mój ukochany zgotował mi jedno z największych upokorzeń, które może przeżyć kobieta, a które mnie wyłączyło z życia na 20 lat. A rozmiar tego upokorzenia odczułam dopiero rok temu. Taki duży, że jeszcze do dziś, po roku gdy dowiedziałam się prawdy, są momenty, że zapadam się w sobie z bezsilnej rozpaczy.
Dobrze, że wtedy nie wiedziałam tego, co wiem od roku, bo na pewno bym wtedy tego nie zniosła. Już by mnie po prostu nie było.
Nie dam rady teraz pisać o tym. Musicie poczekać. Krew Was zaleje, gdy będziecie czytać.

Czytam Maja Twój post, który wyskoczył w międzyczasie. Nie, nie staram się go usprawiedliwiać. Nie ma usprawiedliwienia. Ale staram się zrozumieć.
Nie, nie uważam go nadal za szlachetnego czlowieka. Ale nie jest też podłym człowiekiem.
To wszystko nie takie proste Maja. Nic w życiu nie jest ani białe ani czarne. Ale doszłam do tego po 20 latach.
To, na razie. Pogadam z Toba trochę póżniej. Już jestem zmęczona.
Rysia.

Awatar użytkownika
majamajamaja
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 1851
Rejestracja: 17 sty 2009, 11:24

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: majamajamaja » 18 cze 2009, 20:45

Rysia jestes baardzo wyrozumiala, jestes baaardzo sprawiedliwa, wspanialomyslna i wielkoduszna. Na pewno nie tylko w stosunku do tego jednego pacana. Ale nie wiem, czy dla niego warto. Dla mnie bylby spalony. Nie zasluguje na jakikolwiek rodzaj uczuc, ale na poczatek na pewno na obciecie jaj!
15 kwietnia 2009 - Brzuchanski, powieki

Awatar użytkownika
bbpp77
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 1799
Rejestracja: 13 lip 2005, 10:05
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: bbpp77 » 18 cze 2009, 20:53

ehhhh rysia te piegusy są tak niedowartościowane, że za wszelką cenę jak sobie upatrzą faceta to go zdobędą. Udowadniają sobie w ten sposób, ze nie są takie złe.
Jestem zdania, że każdy facet jest do zdobycia a wbrew pozorom zdecydowanie najłatwiejsi są Ci właśnie "porządni".
Mój również należy do gatunku "porządnych"... brzydzi się płatnymi dziwkami itp, do krytykowania kolegów, którzy zdradzali zony był pierwszy...
Ale pewien piegus postanowił się koło niego zakręcić i wpadł po uszy.
Czy byłam ślepa.... TAK TAK TAK
A dlaczego? Po pierwsze mam dość wysoką samoocenę i zawsze myślałam, że jak zdradzę to ja a nie on. A że ja miałam milion okazji ku temu i z nich nie korzystałam (moje kontakty zawodowe były głównie z facetami, taka branża), to oceniałam go swoja miarą.
Objawów było mnóstwo, tyle, ze to się widzi z perspektywy czasu a nie na bieżąco.
Np. dzwonił do mnie dużo rzadziej niż kiedyś, życie intymne przycichło a jak już było to myślał głównie o sobie, przed rannym spacerem z psem był wymyty, wypsikany itp. (piegus pracował w naszej klatce na dole, tępa fryzjerka) Wcześniej oczywiście na spacer z psem umył tylko zęby i leciał. Nagła zmiana w sposobie ubierania i przesadna dbałość o siebie. Ojjj było tego sporo i jak się później na to spogląda, po czasie to można powiedzieć jedno i powtórzę tu za rysią:
Jaka ja byłam głupia.... bat
Wiesz rysiu, ja byłam tak ślepa, że nawet kiedyś mi wróżka, do której chodzę czasami, tak dla zabawy i wiem, że mówi prawdę, sprawdzona powiedziała:
"przy Twoim mężu jest młodsza od Ciebie blondynka"
to ja się uśmiałam i spokojnie w błogiej niewiedzy żyłam jeszcze z 3 - 4 miesiące.
To jest dopiero wtórna głupota hehehehe bat
Aż boję się myśleć dlaczego wróciłaś do sprawy po 20 latach, czyżby był jakiś owoc tego związku? ups
Bo ja w "swojego piegusa" już wbijam choć minęło duuuuuużo mniej czasu. :-)
bo w życiu chodzi o to by być trochę niemożliwym...

Awatar użytkownika
jsia
Moderator Globalny
Moderator Globalny
Posty: 6433
Rejestracja: 23 lut 2008, 15:13
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: jsia » 18 cze 2009, 21:01

bbpp77, zgadzam się, że najłatwiejsi są ci porządni, mój tez brzydzi się dziwkami, biega do kościoła i tym podobne, i ja też według jego znajomych miałam być tą, która będzie zdradzać, zresztą nawet sama ja byłam go bardziej pewna niż siebie - bo on taki nieśmiały biedaczek, że gdybym ja go nie uwiodła, to nic by z tego nie było:))
Okazało się, że przez internet był dużo bardziej śmiały i bez problemu dał się zbałamucić jakiejś znudzonej mężatce.
Teraz w sumie mnie to bawi, jedno wiem, że dzięki temu (czy przez to) nie mam teraz wyrzutów sumienia, flirtując z facetami. Jednak na zdradę w odwecie nie mogę się zdecydować, a wydawało mi się kiedyś, że będzie wet za wet...
Zapraszamy do odwiedzenia naszego portalu oraz profilu na Facebooku:

http://beautywpolsce.com

https://m.facebook.com/portalbeautywpol ... ale2=pl_PL

Awatar użytkownika
bbpp77
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 1799
Rejestracja: 13 lip 2005, 10:05
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: bbpp77 » 18 cze 2009, 21:12

jsia właśnie to miałam na myśli pisząc, że Ci porządni są najłatwiejsi.
Bo oni może sami z siebie szukać nie będą ale jak jakaś się przypałęta to koniec. Wtedy nie widzą nawet piegów od stóp po czubek włosów. :-)
Też miałam ochotę na zdradę w odwecie ale posłuchałam słów przyjaciela, ze nie warto z byle kim, byle szybko bo potem się ma wyrzuty sumienia.
Więc czekam.... hihi aż trafi się nie byle kto, nie byle gdzie i wtedy..... fiu fiu dam się ponieść i wyłączę wszystkie hamulce :-)
A tak serio to przewartościowało się moje życie i podejrzewam, ze jeśli faktycznie trafi mi się kiedyś ktoś godny uwagi to nie zawaham się przed romansem.
I sądzę, że u Ciebie jest podobnie. Nie było wet za wet bo my wybredne jesteśmy. Ale pewnie jeszcze będzie.... :p
bo w życiu chodzi o to by być trochę niemożliwym...

Awatar użytkownika
bluebeleczka
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 1717
Rejestracja: 02 lip 2008, 16:34

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: bluebeleczka » 18 cze 2009, 21:39

no moj tez nalezy do tych "porzadnych". bardzo pracowity, nie umartwia sie nad soba, nie obarcza problemami, mysli pozytywnie, pogodny.
dal sie nabrac na mile slowka, na ktore wowczas zona obarczona dziecmi, remontem i praca nie miala czasu.
w rezultacie sms-iki wypelnialy caly jego dzien. gdyby nie moja mama pewnie bym sie dluga nie spostrzegla, a tak wlasciwie zlapalam go na samym poczatku, posadzilam na sofie i kazalam sie spowiadac. trzasl sie jak dzieciak.
zadzwonilam do kasi- srasi i kazalam jej zabierac go i jego gacie, a i dodalam ze w dlugach po uszy siedzi i dom mi beda musieli splacic, a ona na to ze miedzy nimi nic nie bylo, ze on prosila go zeby jej pomogl znalezdz prace i on sie jej nie podoba.
biedaczek nawet nie zdazyl sie zabawic a tu dwie naraz go rzucily.
przez tydzien mieszkal w vanie, az zrozumila ze mi nie przejdzie.
potem poznalam fajnego przystojniaka i zapomnialam na jakis czas o mezu, ale po pol roku dalam sie namowic na terapie i dzis jestesmy razem a on wie ze zrobil na zlosc sobie bardziej niz mi. los jest przewrotny.
jestem swiadoma i przygotowana na nastepna niespodzianke. nie bedzie bolalo, bo umiem zyc bez niego, uswiadomilam sobie ze tez moze byc fajnie, problem jest jeden - wykrycie nastepnego romansu potrwa dluzej bo amant zejdzie do podziemia tym razem.

aha, to ja jestem piegowata, ona nie byla piekna ale bez piegow. :p

a dodam ze zanim zgodzilam sie na terapie on musial wydac £450 na test prawdomownosci. fajnie bylo patrzec na przestepce podlaczonego do kabelkow. :badgrin:
"Life is a stupid game, but atleast the graphics are awesome!"

ODPOWIEDZ

Wróć do „Feel Free - Nie Krępuj Się”