musze wam sie tu wtracic drogie formuowiczki, wybaczcie....
mianowicie potrzebuje waszej rady
jak delikatnie i czy w ogole powiedziec kobiecie ze powinna sobie zrobic lifting,zmienic styl ubierania i zaczac malowac(w sesie dbac o siebie , krem, cokolwiek...)?
znajoma o ktorej pisze ma lat 50...moze cos okolo 50.
ubiera sie jak babcia, nie maluje nie uzywa zadnych kremow ani nic.
twarz ma baardzo zmarszczkowata, ale figurke ma dalej jak "malolata"
lubie ta kobiete ale jest mi jej zal bo maz jej caly czas dogryza ze wstydzi sie z nia wychodzic a ona sobie z tego nic nie robi.... jezdzi czesto na wyjazdy po polsce z kolezankami ktore z gustem i sie ubiora i sie umaluja a ona z nimi jak taka szara mysz... normalnie babulinka...
nie jest to biedna kobieta i stac ja nawet na zabiegi ale ona jakby tego nie potrzebuje
pomyslicie sobie ze jestem chamska ze wogole chce jej jakos cos zasugerowac ale mi sie wydaja ze ta kobieta poprostu olewa siebie bo jej na sobie juz nie zalerzy...takie jest moje zdanie.
a ja bym chciala zeby zrobila cos z soba zeby pokazala mezowi ze nie jest tylko zurzytym przedmiotem tylko piekna kobieta...a jak jest na jakies party z kolezankami to niech wyglada jak babka z klasa a nie gospodyni 24/h...
gdyby to byla moja koelzanka to bym wiedziala jak powiedziec i kiedy ale to jest kobieta ktora ja znam bo wychowalam sie drzwi obok tej rodziny... znalam jej corki ale one wyjechaly do usa dawno temu pozakladaly rodziny i nawet nie odwiedzaja juz domu....
co o tym myslicie, bo z jednej strony nie ma co sie wtracac do "sasiadow" bo wsumie co mi do tego ze jakas tam kobieta o siebie niedba....ale tak lubie ta pania...szkoda mi ze musi sluchac od meza jaka jest stara i brzydka no wcale taka nie jest...
p/s ustawilabym ten post na limit zeby wam nie smiecic ale niewiem jak to zrobic









