Post
autor: rysiabe » 16 cze 2009, 23:33
Witajcie Dziewczyny!
Czytam to Wasze nowe forum i bardzo mi sie podoba. Duchem i sercem jestem z Wami. Mam wiecej lat niż Wy, ale czas zatrzymał sie dla mnie w wieku 37 lat. Nie fizycznie, oczywiście, ale ... jakby to powiedzieć?... psychicznie.
Przeżyłam w letargu 20 lat, a gdy się obudziłam rok temu, zobaczyłam w lustrze starą kobietę, a przecież czułam , że ja mam tylko 37 lat, a nie 57. To było straszne, co zobaczyłam w lustrze.
Z tym "letargiem" to przenośnia oczywiście. Bo przecież żyłam, pracowałam, odnosiłam sukcesy zawodowe, ale działo się to wszystko tak jakby poza mną, tak automatycznie, beze mnie. Żyłam nie patrząc w ogóle w lustro, nie myśląc o sobie, tylko o obowiążkach do wykonania w kolejnym dniu. Jak automat, cyborg jakiś. Nie wiem , jak to inaczej opisać.
Cały czas czułam sie tak jakbym ciągle miala 37 lat,.Nie czułam upływu czasu. Te kolejne lata, to wydawało mi się, ze to nie są lata, a tylko dni.
Przeżyłam tragedię osobistą, która mnie wyłączyła z prawdziwego życia na dwadzieścia lat. Gdy powróciłam do życia, okazalo się ,że nie mam juz 37 lat, chociaż nadal tak sie czuję.
Pewno to trudny przypadek psychologiczny, ale jeśli chcecie posluchać mojej historii ( i rad, a raczej spostrzeżeń ,które z perspektywy czasu mogę juz sformułować) to włączę się do dyskusji (podobno człowiek tyle jest wart, na ile potrafi być przydatnym dla innych).
A więc, na początek, takie spostrzeżenie: nie warto, nie trzeba, nie wolno tzw. trudnych spraw zamiatać pod dywan, uciekać przed nimi, bo to boli, bo ważniejsza jest rodzina, bo tzw. dobro dzieci, bo tzw. święy spokój ( tylko czyj?... rodziny?... bo na pewno nie Twój).