Post
autor: majamajamaja » 16 maja 2009, 23:38
ja nie naleze do osob bardzo spostrzegawczych i generalnie nigdy nie wierzylam...
ale pare lat temu szukalam na szybko pokoju do wynajecia i kiedy rozmawialam z panem, ktory wynajmowal pokoje (w akademiku), to mial taka smutna mine i powiedzial mi, ze mu przykro, ze ma dla mnie pokoj. Kiedy sie do niego wprowadzilam, dowiedzialam sie ze mieszkal w nim do niedawna student chory na serce i umarl. Na atak serca, na ulicy. Dlatego sie zwolnil pokoj. Bylo to dla mnie makabryczne, ale po jakims czasie sie zadomowilam. Nic nie czulam i nic nie widzialam, ale non stop bylam na cos chora: nerki, chroniczne zapalenie pecherza, zeby, zoladek... i to zawsze z goraczka, zawsze ostre zapalenia. Moje zycie nie poszlo ani o centymetr do przodu, dreptalam w miejscu, nie mialam zadnego celu. Z drugiej strony chodzilam na imprezy jak inni i wydawalo mi sie, ze tak po prostu musi byc.
Kiedy sie wyprowadzilam do mieszkania, w ktorym sie bardzo dobrze czuje, coraz rzadziej mialam problemy zdrowotne, zaczelam miec tez cele w zyciu. Wiem, ze zmiana otoczenia na mnie tak wplynela. Wiem, ze nie moglam zapomniec o tym studencie, co mieszkal tam przedtem...
15 kwietnia 2009 - Brzuchanski, powieki