Spotkalismy sie u niego, polowe spotkania przeplakalam...

mu też splynela lezka.. Serce mnie tak boli, że chyba dzisiaj nie usne..
Przeprosilam go za swoje zachowanie, podziekowalam za to jaki byl kochany przez tyle lat i za to, że zawsze by w porzadku wobec mnie. Mowilam, ze strasznie mi przykro, ze tak to sie konczy..on na to, że mu też, bo dobrze wiem jakie mial plany wobec mnie(slub). Powiedzial, że już chyba nie moglby mi zaufac, że mialam już tysiac szans i dobrze wiedzialam,że jezeli jeszcze raz sie tak zachowam jak sie zachowalam to bedzie koniec. No i ja wiedzialam

Tylko mam taki zjebany charakter, ze jak juz jakis czas bylo dobrze to poczulam sie chyba zbyt swobodnie..

Jedyne co moge teraz zrobic to pozazdroscic dziewczynie ktora z nim kiedys bedzie..

Nie wybacze sobie mojego zachowania chyba do konca zycia

Powiedzial, ze to juz koniec, jest bardzo zraniony przeze mnie, juz nie raz go zranilam i zle mi z tym strasznie

ale w jego oczach widzialam,ze sie waha, jednak powiedzialam mu, ze nie bede naciskać aby ze mną byl, bo moze by się zgodzil (?) ale boje się, że jak podobna sytuacja sie ponowi to on już totalnie bedzie zraniony a ja wtedy chyba umre. Teraz już czuje jak umieram

czuje jakby mnie coś zabijalo, nawet jak uda mi sie uspokoic to wystarczy sekunda i lawina lez gotowa
