Powiem od siebie wkrecilas sobie najrozniejsze rzeczy do glowki,to jest presja otoczenia,mediow i to ze nie wierzysz w swoja urode jest tego wynikiem.
Jestes mlodziutka osobka,ktorej brakuje akceptacji samej siebie ale nei zalatwisz tego operacjami.Zawsze cos znajdziesz i bedziesz czula sie zle...a tak na marginesie czy Ty myslisz ze wiekszosc z nas,ktore moze czujemy sie pewniejsze....wyglada lepiej bez makijazu i tych wszystkich fanaberii,ktore musimy wykonac by sie swiatu na oczy pokazac.... ja bez makijazu mimo 36latek wygladam na 15...i wcale fenomenalnie to nie wyglada :lol:
Dla Ciebie bardziej by sie przydala grupka kolezanek,ktore by pomogly ci znalec odpowiedni makijaz,fajna fryzjerka w dobraniu kolorku wlosow....chodz widze Cie w jasnym bladzie...
Terapia Twojej psyche tez jest wskazana,ale dobrze by bylo znalezc kogos naprawde dobrego....jest tu na forum ktos z takimi doswiadczeniem...znajde link albo jego nick to ci podrzuce,bo warto nawet przez neta pogadac z kims kto bedzie wiedzial jak Cie poprowadzic...
Dobrze by bylo,zebys miala jakies dziewczyn,ktore mogly by ci doradzic w sprawach nie wiem ubioru czy powiedzialy ci jak cie widza,ale takie ,ktore by cie na zywo zobaczyly....szkoda,ze mieszkasz daleko bo ja bym juz cie naprostowala i wybila z glowki troszke tych bzdur!
caradurka a Ty kochanie za bardzo sobie wbilas w glowke,ze ktos jest lepszy ,ladniejszy od ciebie! Nie ma takich samych osob,takiej samej buzi...sa ludzie podobni...i ludzie ktorzy probuja sie upodobnic i wejsc w jakies korytko kanonu mody urody czy ubioru.... gmatwam wiem.Ale serce sie kraje ,ze marnujecie dziewczyny swoj tak cenny czas.... Wiecie ze przez takie narzekania,niepewnosc swojej osoby mozecie potracic przyjaciol a zwlaszcza bliska osobe??? Partner tez moze miec kiedys dosc i poprostu ile mozna swojej kobiecie udowadniac i mowic ze jest piekna dla niego a ona dalej swoje....
Wiem jak latwo jest to wszystko pisac...ale powiem wam ze swojego zycia,ze miala podobnie dawno dawno temu...tylko ze ja zawsze czulam sie brzydka,szara mysza...a w tym utwierdzaly mnie moje ukochane kolezanki,przyjaciolki,ktore robily sobie ze mnie to brzydsze tlo dla swoich osob....ja wtedy nie malowala sie ,mialam wloski koloru mysiego....tak mialam cudna figure,ktorej wiem,ze mi zazdroscily ale ja nie mialam na tyle pewnosci przez nie ze nigdy nie chodzilam w podkreslajacych figurke ciuchach.... nie przeszkadzalo mi to,bo mialam "naturalne"myslenie,ze nie naleze do osob ladnych tylko moja rola w zyciu to byc tlem....ale kiedy wreszcie wyszlam spod skrzydelek przyjaciolek....i okazalo sie ze mnie mezczyzni widza jaka piekna osobe nie tylko zewnetrznie... zaczelam po woli sie uwalniac pierw w mojej glowce od mysli,ze jestem ochydna,szara... u mnie zadzialalo oddalenie sie od pseudo przyjaciolek... po jakims czasie zaczelam widziec,ze one sa poprostu zwyczajene,przecietne a nawet moge powiedziec ze nie byly nawet specjalnie ladne....tylko ja je tak widzialam jak chcialam je widziec.... Teraz jak je mijam na ulicy...
Rozpisalam sie...ale czasem jest tak ze sobie wkrecimy film...i zabrniemy w tym naszym scenariuszu tak daleko,ze nasza wiara w siebie zostaje gdzies pogrzebana...czasem pomagaja nam w tym inni czasem z braku lepszego zajecia my same to sobie robimy.








