Post
autor: hania » 24 maja 2005, 15:02
Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć wysokie, zimowe botki. Szarpią się, męczą, ciągną...
Jest! Weszly! Spoceni siedzą na podłodze, dziecko mówi:
* Ale założylismy buciki odwrotnie...
Pani patrzy, faktycznie. To je sciagają, mordują się sapią.
Uuuf, zeszly.
Wciągają je znowu, sapią, ciągną, nie chcą wejść...
Uuuf... weszły. Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
* Ale to nie moje buciki...
Pani niebezpiecznie zwężyly się oczy, odczekala i znów szarpie się z butami... Zeszly.
Na to dziecko:
* To buciki mojego brata i mama kazala mi je nosić...
Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała az przestaną się trząść, przełknęła ślinę
i znów pomaga wciągać buty. Tarmoszą się, wciągają, silą się... Weszły.
* No dobrze - mówi wykończona pani - a gdzie są twoje rękawiczki?
* Mam schowane w bucikach...
Proces przedszkolanki rozpocznie się w przyszłym miesiącu....