Nie lubimy się i nieakceptujemy wogóle. Spotykamy się raz na rok na kilka (2-3) dni i jest ok.
Ciężko jest jej chyba zaakceptować, że oto żyję z jej ukochanym synkiem i legalnie nie pracuję(tylko na czarno), bo ona 25 lat przepracowała w sklepie (za czasów komuny oczywiście to chyba za dużo roboty nie miała), więc i ja powinnam być taką cierpiącą Matką Polką.
W każdym razie mam wrażenie, ze ona chce by synuś (mój mąż)teraz się nią opiekował i wspomagał finansowo ją i swojego leniwego brata.
Przeważnie o niej z mężem nie rozmawiam.
W czasie urlopu w Polsce kilka dni spędzamy razem a potem każde jedzie do swojej rodziny.
Wiem że to wszysko troche porąbane. Wolałabym oczywiście by było inaczej, ale nic na siłę









