Rzygałam dalej niż widziałam przez całe ciąże, ostatnie torsje zaliczałam, przed porodem. Jeden poród naturalny i 3 cesarki. Jedna ciąża "chodzona" zimą (koszmar - puchnące nogi i niemożliwość ubrania i zasznurowania butów), trzy "chodzone" latem (upały jak diabli, ale nie trzeba się grubo ubierać,więc znacznie wygodniej).
Karmiłam po 14,22 i 20 miesięcy. Cycki mam zmasakrowane przez pierwszą ciążę(dlatego tu jestem),pozostałe dodatkowych spustoszeń nie zrobiły.
Po pierwszym porodzie trzymałam ścisłą dietkę mamy karmiącej i przeżywaliśmy horror przez 4 miesiące ( nie przespana ani jedna noc)z kolkami, przepuklinami, alergią na wszystko, nawet na tetrę (14 lat temu pampersy sprzedawali w lepszych aptekach na sztuki i mieli na stanie po pół paczki - mnie ratowała rodzina z Niemiec). Potem kolki minęły, za to pozostałe przypadłości skutecznie nam życie rozwalały.
Po kolejnych porodach nie trzymałam żadnej diety. Jadłam wszystko, to co w ciąży (kapuśniaczek, fasolkę po bretońsku itp.tylko w pierwszym miesiącu sobie odpuściłam)) i nic. Żadnych sensacji ani u średniego, ani u najmłodszego syna. Moja mama trzymała się za głowę,jak widziała co jem. Przeczytałm gdzieś, że dziecko przyzwyczaja się do naszego jadłospisu podczas ciąży i nie ma problemów z przyswajaniem mleka jeśli nadal jemy,to co wcześniej. I myślę, że to święta prawda... chociaż bigosu na dzień po porodzie nie polecam








