Trzeba zaczac dzialac,a przynajmniej intensywnie myslec nad zmiana tego stanu...
Moderator: Zespół I

Moniczko, no to mialysmy podobnie: ja tez myslalam ze studia psychologiczne mi cos w zyciu zmienia, nie wiem, moze moj stosunek do zycia, moze problemy z depresja i samoocena... ehh, duzo by pisac. faktem jest, ze niewiele to dalo ("lekarzu ulecz sam siebie"). Poza tym przerosla mnie wizja pracy z psychika innych ludzi, chyba wystraszylam sie odpowiedzialnosci. Potraktowalam wiec studia jako ciekawa przygode i zrodlo wiedzy. Skonczylam psychologie na UJ, nawet niedawno sie obronilam (mialam poslizg i wizje wiecznego studiowania, bo w trakcie nauki zaczelam prace), a zawodowo raczej mam niewiele wspolnego z terapia, wiecej z papierkami, cyferkami, biurem. No i jak dobrze pojdzie, to podyplomowe zarzadzanie od pazdziernika, bo to w polaczeniu z psychologia moze da jakies ciekawe perspektywy zawodowe.monika... pisze:Ahh... oczywiscie nie ,zebym byla smutasem jakims.Po prostu nie sprawdzam sie. Myslalam ze studia odmienia moje zycie, stane sie bardziej wartosciowa osoba, uwierze w swoj potencjal, a co wazniejsze inni uwierza we mnie.A tu zabraklo mi sily przebicia chyba.. Przegralam sprawe. Jest ktos moze z SWPS. Albo dowolnej uczelni panstwowej o kierunku psychologicznym?


