Zjawiska paranormalne,duchy?
: 20 gru 2005, 15:54
Nigdy nie interesowalam sie magia.Zjawiska paranormalne i "duchy"to byla dla mnie zawsze fikcja i dobry temat na scenariusz do filmow ,horrorow...zylam sobie "tak spokojnie"od czasu do czasu pokpiwajac z uslyszanych przypadkiem opowiadan typu:widzialam ducha
lub czulam(em) czyjas obecnosc...Do momentu kiedy "na wlasnej skorze"nie przekonalam sie,ze takowe zjawiska maja miejsce
sytuacja miala miejsce w malym miasteczku pod N.Yorkiem,gdzie mieszkaja moi dziadkowie.Poznym wieczorem(szarowka)wracajac samochodem, jechalam waska droga,od samego poczatku kiedy wjechalam w ta uliczke mialam jakies dziwne przeczucie..
do dzis nie potrafie wyrazic tego co wtedy czulam to nie byl strach,raczej niepokuj tak jakbym wiedziala,ze cos sie stanie...prowadzilam powoli majac nadzieje,ze moze pojawi sie wreszcie jakis inny kierowca,a tu nic "zywego'ducha,mysle sobie :wyluzuj przeciez wszystko gra
jednak z minuty na minute stawalam sie coraz bardziej spieta,pomyslalam,ze zadzwonie do babci i poinformuje ja ,ze juz dojezdzam,zaraz bede(wlasciwie to chodzilo o to,zeby uslyszec znajomy glos,myslalam,ze to mnie uspokoji)siegnelam reka do schowka ale tel.nie znalazlam,pomyslalam,ze moze znajduje sie w torebce ,ktora zawsze kladle a tylnim siedzeniu(takie przyzwyczajenie na wypadek gdyby ktos chcial zajac miejsce z przodu)odwrocilam glowe bo nie moglam go "wymacac"rekoma,wzielam telefon i kiedy odwrocilam sie ponownie(ulamek sekundy)zobaczylam na srodku uliczki jakies 250-300m przed samochodem male dziecko,to"dziecko"kucalo tak jakby chcialo cos podniesc
momentalnie przyhamowalam,wyskoczylam z samochodu...a tu pusto nic...
zaczelam nerwowo rozgladac sie na boki czy gdzies biedne nie ucieklo,(przeciez wyraznie je widzialam...)ani zywego ducha...a ja tak stalam...tak mnie sparalizowalo,nogi nie moglam oderwac od tej cholernej drogi...nawet nie pamietam jak zajechalam na miejsce(do dziadkow),cala rozczesiona...na drugi dzien powiedzialam babci(w tajemnicy,zeby czsem nie powiedziala nic mamie bo pomysli,ze zwariowalam
)co mi sie przytrafilo...a babcia mnie zaskoczyla,ze podobno nie jestem pierwsza os.ktora doswiadczyla tego"zjawiska",bo paru juz to spotkalo...ktos sie tym zajal i okazalo sie ,ze istotnie na "tej"drozce zginal 4 letni chlopczyk potracony przez pijanego kierowce,ktory w obawie przed kara wrzucil cialko tego dzieciatka do pobliskiego rowu...bylam w w takim SZOKU jak nigdy w czesniej...i to pytanie:dlaczego akurat mi?ktora nie wierzy w takie zeczy...myslala,ze moze babcia sie ployek nasluchala,ale to samo potwierdzily moje kolezanki,mieszkajace w tej miejscowosci,poniewaz sprawa byla dosc glosna
A czy Wam dziewczyny kiedykolwiek przytrafilo sie cos "dziwnego"?Wiem,ze moze niektore z Was i tak mi nie uwieza zreszta ja slyszac takie "historyjki"pare lat przd tym zdarzeniem pewnie tez bym nie uwiezyla :)