Ach dziewczyny, przenosze sie do Was na watek, bo do tej pory pisalam sama ze soba (z dwoma komentarzami od Ullrike, ktore tez skutecznie potwierdzaly wszystko, co sobie myslalam) na watku o zupie kapuscianej. Podsumowuje tamten watek: tydzien zupy i intensywna yoga i waga z poczatku i z dzisiaj pozostala niezmieniona
Smiejcie sie.
No coz, ludze sie, ze tyle miesni mi uroslo, ze waga sie nie zmienila...
A wczoraj ze zgryzoty zjadlam spagetti i popchnelam muffinem...
Dzisiaj znowu zupka (od nowa), ale poniewaz tydzien mam juz za soba, nie tylko.
Wieczorkiem bialka, czyli miecho. Wiec zjadlam miecho, warzyw mi sie nie chcialo gotowac.
Yoge (90 minut w ponad 40 stopniach, wiec daje czadu) codziennie bede kontynuowac do soboty, a pozniej dwa lub trzy razy w tygodniu.
Mam gleboka nadzieje, ze mi sie wreszcie cos po trzech tygodniach ruszy...
Na razie waze 65,5 kg...