Ulla czytając o Twoim małżeństwie to jakbym czytala o nas, +/- mielismy tyle samo lat. Sami zdani na siebie. Tyle ze my prawie nigdy się nie kłócilismy. Oczywiście wiele trzeba bylo wiele poukładać. Imprezy i zazdrosci to chyba norma w tym wieku. Też lubimy sobie wesoło podokuczac :). Nie nudzimy sie ze sobą. Nawet teraz gdy nie dokońca razem nam podrodzę. 2lata temu syn nam powiedział zebysmy razem na zebrania nie chodzili bo na drugi dzien wychowawczyni mu mówiła ze rodzice to się chyba bardzo kochają bo całe zebranie byli skupieni na sobie (rozśmieszlismy się i podszczypywali po ławką)
I jak jestem na niego zła to wszystko nie prawda ze mój M jest fajny( trafiłas w 10

)
ulla10 pisze:
Na poczatku często działo się źle, więc próbowaliśmy działać, ulepszać, zaczęłam czytać książki psychologiczne, kilka podsunęłam jemu i jakoś tak koniec końców wypracowaliśmy na prawdę fajny związek.
Tez duzo czytałam artykułów o psychologii, sledzilam fora, ksiazki i korzystałam z rad psychologa, tylko później niż TY. Strasznie mnie to wciagnęło, zaczelam obserwowac ludzi i porównywac zachowania, skutki i reakcje na dane sytuacje. Poletko do obserwacji mam ogromne. W sumie zrobiłam sobie taka z tego zabawę.
Zadziwiajace jak ludzie zachowuja się książkowo, w zaleznosci od zarysu osobowości reagują wręcz schematycznie na dane sytuacje czy określony problem. Sposób przekazu mysli meżczyzn a kobiet. Dobrze znam mojego M i dobra intiucję i kiedys robiłam taki myk, jak się pokłóciłam z moim M i miałam jakies zarzuty to pisałam sobie 1 lub 2 opcje jego odpowiedzi. zazwyczaj trafiałam. Jejku jak on się wkurzał

to była taka nauczka żeby nie próbowal mna manipulować. Teraz tego już nie robię.
Mój M za to nie cierpi psychologów bo twierdzi że idioci którzy wszytko widza wg schematów a on jest inny.Tiaaa... Wiec takich książek niestety jemu nie podsunę a chciałalabym. On woli poczytać Freuda, oczywiscie z ciekawości bo widomo ze analiza psychologii Freuda jest mocno powalona.
Sabrina:
W trudnych chwilach korzystałam z porad psychologa i chcialam Ci Sabrina poddać to przemyśleniu. Mnie bardzo pomogło. Można dostrzec wiele własnych problemów, nauczyc się rozmawiać z drugą osobą, nie dać się manipulować, wykorzystywać. Nauczyc się jak mądrze odpierac ataki. Zrozumieć przyczynę dlaczego się pogmatwało. Ogólnie dzięki takiej terapii mozna podjąć wiele madrych decyzji przy okazji uwalniając się od jakiś wyimaginowanego poczucia winy, koloryzowania tego co juz nie jest lub nigdy nie było kolorowe. Nabrać siły.
Własnie w Twoich ostatnich wypowiedziach zwróciłam uwagę na to że stwarzasz taki sztucznie stworzony obraz swojego męża. Najpierw piszesz że Ty go kochasz, bo to dobry człowiek, że jest jak brat, ze zyjecie w przyjaźni a potem okazuje się że czujesz do niego odrazę, jest alkoholikiem więc jest człowiekiem z zaburzeniami bo każdy alkoholik ma zaburzenia osobowosci, nawet ten najspokojniejszy i prowadzacy poprawnie interesy. Kolejna rzecz to widzisz się z nim 20min dziennie, wogóle nie spedzacie czasu razem wiec nie ma tez rozmów, tym samym nie ma przyjaźni ani braterstwa.
cyryl-bea pisze:Czasmi strach przed nowym, jest na tyle silny, ze w obecnym partnerze staramy sie wydobyc w naszej pamieci cechy pozytywne,
Wydaje mi się że Ty nawet mimowolnie szukasz takich pozytywów. Piszesz że był pijany, ze nie pamięta (rozumiem ze to nie słowa m. ) a g.. Cię powinno to obchodzić czy on nie pamieta czy woli udawac zamotanego. Czy Ty przypadkiem znów nie próbujesz troche go wybielić " bo nie pamięta bo był pijany no i głupio sie stało" A wogole to alkoholicy tak mają że bedzie z toba rozmawiał a na drugi dzień wie ze rozmowa była ale nie pamięta o czym. Facet o którym napisałaś wczesniej ( mąż,przyjaciel, brat) w moim odczuciu istnieje tylko w Tobie i może i był ale 10 lat temu. Wydaje mi się też ze pisząc córcia to córcia tamto znajdujesz kolejny powod żeby... troche się zasłaniasz. Nie wiedziałam że ona jest pełnoletnia. Myslałam ze to dziecko wieku ok 8lat!.
Jest tez coś takiego jak współuzaleznienie/współuzaleznienie od alkoholika też proponuje Ci zerknąć na temat.
Gdy byłam w mocnym konflikcie z mężem postepowalam trochę jak Ty, tez szukałam pozywtywów tam gdzie ich nie było. Wczesniej napisałam że jezeli już to nie Ty powinnas mysleć o wyprowadzce tylko niech pan się buja bo kiedyś zareagowalam tak samo jak Ty. Byłam zdecydowana na rozstanie, zbita, przygnebiona. Mysl " wyprowadzam się, nie chcę na niego patrzeć , mam za co się utrzymać, resztę sobie bierze". Psycholog mnie zapytała "dlaczego pani?. Dlaczego pani ma się skazywać na przeprowadzki ?" I wtedy pomyslałam "no własnie niby dlaczego ja? zostawie mu urzadzony, ciepły dom a ja będe mieszkac u obcych ludzi? wynajmować? to nie ja jestem winna" Wrócilam do domu powiedziałam ze nie wyobrazam sobie zeby nasze małżeństwo tak dalej wygladało, ma się wyprowadzic bo nie będziemy przed nikim robic cyrku. I co?. Najpierw powiedział OK że mnie rozumie.Potem samo szukanie mieszkania juz było nie przyjene. Mina mu zrzedła.Wpadł na pomysł zebym to ja mu znalazła bo lepiej się orietuje w necie(taka próba nawiazania kontaktu ) Powiedziałm ze chyba oszalał. Jak poczuł że wokoło robi się pusto, ze zostaje sam, traci grunt, ma spac w jakim obcym łózku... nagle sytuacja się zmieniła, zaczęły się powazne i rozsadne negocjacje. Naprawdę wizyty u psychologa mi bardzo pomogły. Wtedy to ja bym się wyprowadziła bo już mialam nawet mieszkanie. I kto by wtedy na tym wygrał?On. A tak jesteśmy razem juz 21lat, powoli powoli wychodzimy na prostą i może się uda. Bez pomocy raczej bym przez to nie przebrnęła/li.
Nie namawiam Cię na ratowanie związku/układu czy jak to zwał bo w moim mniemaniu to sa jakieś zgliszcza niewiadomo czego.
Obiadki, pranie OK jak się dogadacie co do kasy. Dlaczego masz być gosposią za głodową pensję?. 100zł?jakis żart, niech się buja! niech sobie wynajmie pomoc domową to zapłaci, ale 100 dziennie. co za bezczelny typ. Przepraszam ale aż mnie nerwy biora.
Może nie mam racji ale ja to tak odbieram i tak bym zrobiła.
Zaczęłabym od wzmocnienia siebie.
muflon2121 pisze: Albo kurcze do sanatorium jedź..
Świetny pomysł! i
to do realizacji na wczoraj. Poznasz nowych ludzi, wytanczysz się, wyluzujesz. Zobaczysz ile radosci mozna miec na codzień.
Zgadzam się ze bedąc w Twojej sytuacji wiele osób by postapiło inaczej niż dziś pisze. Mimo to im więcej rad tym wiecej mozna cos wyłuskać. Sama czytając ten wątk wyniosłam nowe korzyści.
U mnie taki numer jaki zafundował ci mąż definitywnie zakończyłby wszystko, bynajmniej na chwile obecną. Nie za takie rzeczy chciałam moje M wyautować. Mam tez inną sytuację majątkową. Dom jest mój, spadkowy i finansowo dam tez radę.
Co do rozwodu to równiez się podpiszę pod tym co napisała Cyryl. Dodam że mimo ze jesteś zdolna do pracy jest cos takiego jak "obnizenie standardu życia przez" w Twoim przypadku alkoholizm męża i wydatki na puszczalstwo . Potrzebny jest kumaty prawnik i dowody. Dziwka jak by jej zapłacić lub dorwać nachlana wszystko by pewnie wyspiewała. Nagrywać wasze rozmowy i zbierać wszelkie inne dowody które pomogą (w bilingu jest nr do panienki/panienek). Wiem że to okropne co piszę i cięzko zejść do takiego poziomu ale na dobra sprawę nie dasz sobie reki uciać czy jemu nie odwali i nie dojdzie do wniosku ze on Cię ma w

i masz sobie radzić sama, że to nie on złoży pozew. Rozwodu jutro brać nie musisz ale zabezpieczyć się mozesz. Dowody moze kiedyś wyladuja w koszu a moze będa dla Ciebie zbawieniem. A co jezeli bedzie sprawa?stdardowy podzila majatku w którym jeszcze się okaze że np musisz wyrównac rachunek za budę w ktorą wpakowałaś 40tys, (chyba ze masz rachunki) i pare innych rzeczy. Rozwód to wojna.