po ostatnich obserwacjach moich koleżanek/znajomych/sąsiadek przeszłam z fazy
martwienia się, że nie chudnę w fazę cieszenia się, że nie tyję...
wszystkie przytyły, jedne mniej, drugie więcej - prawdopodobnie przez te ostatnie mrozy -
więcej jadły, mniej się ruszały - bo komu się chce wyjść jak jest -18 za oknem
ja na razie nie stosuję żadnej konkretnej diety, staram się jeść rozsądnie,
no i od stycznia chodzę na kurs tańca
mam nadzieję, że jak się trochę ociepli to zacznę wreszcie chudnąć - bo lubię dużo chodzić
