Post
autor: majamajamaja » 08 lip 2009, 20:51
Kasiu rece mi opadaja po tym, co teraz przeczytalam... jak mozna dostac awans i nie dostac podwyzki? Paranoja! Wszystko o czym napisalas w firmie - jakas katastrofa. Wiem, ze bardzo trudno o prace, ale chyba jedyne wyjscie to zacisnac zeby i szukac cierpliwie i sie nie zrazac.
U mnie to samo: albo bede kuchnie sprzedawac u chyba w porzadku goscia z dobra atmosfera, albo wywedruje i bede dojezdzac na weekendy. Na szczescie dano mi slowo, ze wszystkie nadgodziny moge sobie odciagnac w piatki i w ten sposob bede szybciej w domu. I cos mam wrazenie, ze na to pojde. Bardzo szybko jestem zmeczona, a po pracy jeszcze 200 km jechac do domu, ale jak to bedzie ciekawe i ja bede decydowala o sobie, to to biore. Nie chce pisac, co konkretnie bym robila, bo to charakterystyczne zajecie, a swiat jest maly. W kazdym razie trudno o to bez uprzednich doswiadczen. Jeszcze tylko dodam, ze poprzednim razem dojezdzalam 400 km na weekendy o ile sie cholerykowi jednemu nie przypominalo w piatki o 17tej (godzine po tym jak teoretycznie konczylam prace), ze mam mu jeszcze jakies glupie zestawienia pzygotowac na zaraz. W ogole sie ze mna nie liczyl. Zawsze zostawalam po godzinach, za co nigdy nie dostalam ani grosza. Przez moje dojazdy, drugie mieszkanie i nadgodziny stawka godzinna to byla polowa, albo i mniej z tego, co wedlug umowy mialam dostawac. To jest przeszlosc Kasiu i nie chce tu wspolczucia wzbudzac. Dziwie sie tylko nieskonczenie sama sobie, ze jak w kolowrotku chodzilam zaniedbujac siebie i swoje zycie i rezygnujac z jakichkolwiek wymagan od firmy.
15 kwietnia 2009 - Brzuchanski, powieki