Jolantast to ci sie ostatnio duzo nadziało w zyciu.
pewnie tez bym w Niemczech nie zostala z facetem licho wie czy autentycznie dobrym,a te twoje chlopy w domu jeszcze mlode ,nie dziwie sie ze wrocilas.
Lifcik sobie zrobisz nastepny to jeszcze lepsze szczupaki zlowisz :)
co do wrozek to ja chodzilam gdy mialam 20 lat ,a u roznych bywalam.
Ale tylko jedna mi przyszlosc trafnie przepowiedziala.30 lat temu starowinka musi juz nie zyc ,wtedy miala z 80 lat.
Taka prawdziwa wrozka ,o ktorej ja pozniej przeczytalam we wspomnieniach Jerzego Sampa
tu jest ten artykul
http://mojaorunia.pl/index.php?option=c ... =24&id=114" onclick="window.open(this.href);return false;
a ze sie wam czytac raczej nie bedzie chcialo to wklejam urywek o mojej wrozce.
Przyjmowala w starej kamienicy po drewnianych schodkach do gory
cyt.
''To zaczęło to się od wróżb mojej sąsiadki vis a vis. Na trzecim piętrze, na którym mieszkam, mieszkała pani, która odczyniała uroki. Była taką dobrą wróżką. Wróżyła przyszłość. Ta pani miała zawsze w piątki po zachodzie słońca kolejki dziewcząt, które ustawiały się na schodach, na klatce schodowej, żeby dowiedzieć się, czy wyjdą za mąż. Byli też chorzy, którym zażegnywała choroby. No i wróżyła z kart. Kiedyś wywróżyła mi, że będę dużo jeździł po świecie, co w latach sześćdziesiątych wydawało mi się czymś absolutnie nierealnym. Wtedy funkcjonowało takie słynne określenie, że człowiek się składa z duszy, ciała i paszportu. Z tymże człowiek był pozbawiony tej trzeciej części triady czyli paszportu. Jednak mnie szybko udało się to zrealizować. ''