Post
autor: rysiabe » 19 cze 2009, 14:49
Tak, Dziewczyny, mądre to my jesteśmy po fakcie. Niby takie inteligentne, a dajemy sie tak latwo robić w jajo głupszym od nas.
Niby tak twardo stapamy po ziemi, a bujamy w obłokach aż miło, jak to napisała bbpp.
Następne pół roku upłynęło spokojnie, w wyciszeniu, w strachu przed chorobą. Nie rozmawialiśmy o tym, ale każde o tym bez przerwy myślało. O żadnym seksie, oczywiście, nie było mowy.Wakacje na Mazurach.Sylwestra spędziliśmy w domu z córką i jej kolezankami, taki kinderbal dorastających panienek. Pracowaliśmy, on często wyjeżdzał do róznych miast, bo taką miał pracę. Ale już nie zawierał takich zażyłych znajomości.
Pod koniec marca następnego roku oznajmił, ze odwiedzi nas "Marzenka", bo przyjeżdża z ekipą ekspertów na jakieś konsultacje. Ale jaki z niej ekspert, zdziwiłam się? Powiedział, że ona bardzo chce nas odwiedzić, a jemu nie wypada odmówić, bo przecież swego czasu on u nich bywał. To jej powiedz, ze ja sobie tego nie życzę! -Nie wypada, odpowiedział.A ja-To sobie ją przyjmuj, ale beze mnie!. I wybyłam z domu jak to już opisywałam.To było 2-go kwietnia, było wtedy pochmurno i deszczowo (dziwne, że człowiek pamięta niektóre rzeczy, a innych nie).
Przez kwiecień, maj byłam zła i burkliwa, bo ciągle byłam wściekła o to, że przyjmował ją u nas w domu wbrew mnie.30-maja (Boże,jak ja pamiętam te przeklęte daty!) wyszło szydło z worka.Czegoś pilnie szukałam, jakiegoś dokumentu, on był w delegacji, miał wracać następnego dnia.Zaczęłam szukać na jego półce i spadł jego notes i rozsypały się jakieś notatki, a wśród nich przedarte na pół zdjęcie(opisywałam je na początku mojej historii), jedno z tych , które podarłam i podeptałam dwa lata wcześniej.I niewysłana kartka do niej, nic ważnego, coś tak .."zgodnie z tym jak rozmawialiśmy 2 dni temu, powinnaś ten samochód.".i rada co do samochodu. I błyskawica "to oni telefonują do siebie poza moimi plecami, dlaczego to ukrywa przede mną?"Przeszukałam jego półki, ubrania, piwnicę. Nic.
Nie, to niemożliwe, musza być jakieś ślady. Poczekałam do 18-tej, by mieć gwarancję, że wszyscy pracownicy już wyszli. Była tylko sprzątaczka, znałam jej imię, bo oniej opowiadał, przemiła staruszka, więc od razu zdobyłam jej zaufanie. Inna pewno by mnie nie wpuściła. Wyjęłam dowód, nakłamałam, że mąż w Warszawie i potrzebne są na jutro dokumenty z jego biurka, a własnie pan Y jedzie do Warszawy to weźmie. Jeśli pani ma wątpliwości, to możemy zadzwonić do Warszawy do męża to potwierdzi zna pani jego głos (blefowałam, bo miałam pewność , że nie zechce potwierdzenia telefonicznego).
Wpuściła mnie na górę, w jego pokoju w pierwszej otwartej szufladzie biurka znalazłam 3 listy, a właściwie 3 kartki od niej. Spojrzałam na treść i to mi wystarczyło. Już nie szukałam dalej.
Szybko zbiegłam na dół, żeby sprzątaczka nie nabrała podejrzeń, wylewnie jej podziękowałam i wyszłam.