Post
autor: rysiabe » 19 cze 2009, 00:30
Maja, nie jestem ani wspaniałomyślna ani wielkoduszna.Oj, dałam ja mu popalić, dałam!
Nie wiem, który facet by to zniósł, nie znam takiego. A on wytrzymał.
A teraz dalszy ciąg mojej głupoty-ślepoty (aż chce się powiedzieć: Rysia, jestes tak głupia, że aż cię szkoda).
Otóż roku Pańskiego... ja, mój mąż i nasza śliczna 12-letnia córcia zawitaliśmy rankiem po nocnej podróży u drzwi Marzenki w mieście X.Otworzyła rozczochrana niska (155) brunetka i rzuciła się na szyję mojemu mężowi, wpijając się swoimi usteczkami w jego usta i niemalże łkając "ach, jesteś, wreszcie jesteś!". On nieporadnie usiłował się wyswobodzić, a my stałyśmy z tyłu z córcią z rozdziawionymi dziobami. Szok.
......(ale ja, owca jedana, nawet wtedy nie załapałam, o co chodzi).............
Potem nas przedstawił, zaprosiła nas do kuchni, zrobiła herbatę, zakręciła się, wyjęła kosz na zakupy i zaszczebiotała " to ja Rysiu, zabieram ci mężą, pomoże mi w zakupach, a ty tu sobie odpocznij". Złapała go za rękę i wyfrunęła, a ja znowu zanim zdążyłam coś powiedzieć, zostałam z rozdziawionym dziobem w tej kuchni.Siedziałyśmy tak w tej kuchni ze dwie godziny, dzieci jej spały, a mąż był na rybach.W końcu wrócili z pokaźnymi zakupami. Pamiętam je do dziś : pęczek włoszczyzny, kilo cebuli, kilo pieczarek i dwie (słownie:dwie) papryki, zielona i czerwona.
Druga zapamiętana scena z tego dnia : siedzimy w pokoju, dała nam album ze zdjęciami, a sama poszła do kuchni szykować obiad. W pewnym momencie mój mąż wyciąga jej zdjęcie i wkłada sobie do kieszeni. Ja protestuję "co ty robisz, nie wypada tak podkradać", patrzy na mnie nieprzytomnie i niechętnie oddaje zdjęcie. Czuję się nieswojo, ale nawet wtedy nie załapuję, co jest grane.
Trzecia scena: wieczorem prywatka z okazji naszego przyjazdu, jest jej mąż i jej znajomi, kilkanaście osób.Tańczę z różnymi partnerami, jak to zwykle bywa, jest trochę tańców solo, i po jakichś dwóch godzinach połapuję się, że mój małżonek cały czs tańczy, bez przerwy na drinka, ale tylko z jedną partnerką. Tańczą razem nawet wtedy, gdy jest muzyka do tańca grupowego. Rozglądam się i widzę złośliwe uśmieszki skierowane w moją stronę. Wychodzę ukradkiem i biegnę do parku.
Czwarta scena: siedzę w parku, godzinę, dwie? długo. Płaczę bez przerwy.Już nic nie widzę na oczy.W końcu znajduje mnie wystraszony mąż.Pytam go "po coś ty mnie tu przywiózł? wyjeżdżam natychmiast jak się ta tancbuda skończy ". Rzuca się na kolana, przekonuje, tłumaczy, że to nie to, ze to nie tak. I w końcu mnie przekonuje. A ja, jak to cielę ostatnie, wierzę mu.
Jeżdzimy, zwiedzamy okolicę ,razem z jej dziećmi, bo ona jest w pracy. A popołudniami ona proponuje różne rozrywki: basen, zoo, kucyki itd. Wraca jej mąż z pracy i wszyscy razem wychodzą na miasto. Beze mnie. Jakoś nie mam ochoty, wymyślam zmęczenie, obolałe nogi po porannym wyjeździe itp.Ona jest milutka dla mnie, za milutka, ale przy wszystkich. Gdy zostajemy same, wychodzi z pokoju pod byle pretekstem.Czuję wzrastającą instynktowną niechęć do niej. Wyczuwam fałsz i obłudę. Ale nadal, ślepota jedana, nie dostrzegam tego, co oczywiste. Nie wiem, bielmo miałam na oczach, czy co? Chociaż nie tylko ja byłam ślepa i głucha. Jej mąż tez nioczego nie dostrzegał.
Liczę godziny do powrotu i modlę się o cierpliwość bo ona z dziećmi przyjeżdża w rewanżu do nas.
To był mój najkoszmarniejszy urlop w życiu.
Ale i tak był to mały pikuś w porównaniu z tym, co mnie spotkało w moim własnym domu.