życie po 30-stce :)

Wolne tematy, dyskusje, tutaj możecie rozmawiać o wszystkim. Nasze codzienne i niecodzienne sprawy.

Moderator: Zespół I

Awatar użytkownika
jsia
Moderator Globalny
Moderator Globalny
Posty: 6433
Rejestracja: 23 lut 2008, 15:13
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: jsia » 18 cze 2009, 21:46

Ja też nie będę się bronić jak tylko zjawi się ktoś wart mojej uwagi:). Na razie trafiają mi się sami zajęci, a innej kobiecie bym tego zrobić nie mogła, od kiedy sama wiem, jak to smakuje.
Zatem pozostaje nam mieć nadzieję na słodki rewanż w odpowiednim czasie, czego sobie i Tobie,bbpp77, życzę :)))
Zapraszamy do odwiedzenia naszego portalu oraz profilu na Facebooku:

http://beautywpolsce.com

https://m.facebook.com/portalbeautywpol ... ale2=pl_PL

Awatar użytkownika
maluda6
Uzależniona Beauty
Uzależniona Beauty
Posty: 1415
Rejestracja: 03 lip 2008, 00:23
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: maluda6 » 18 cze 2009, 21:48

bbpp77 az mi sie glupio zrobilo, jak przeczytalam Twoje posty,
bo ja tez mam piegi (swoja droga nienawidze ich, ale nic nie moge na to poradzic)
niejestem z tego powodu niedowartosciowana i nie szukam pocieszenia w ramionach zonatego mezczyzny gotowego do zdrady.
jedynym pocieszeniem jest dla mnie to, ze moj chlopak uwielbia te moje piegi...

wiem, ze nie generalizujesz, bo Tobie chodzi o ta konkretna osobe,
ale mimo wszystko poczulam sie nieswojo.
moze nie zwrocilabym na to uwagi, gdybym te swoje piegi lubila...
70B + 375cc,
mentorki okrÂągle, wysoki profil, dr Skupin :)
19.V.2009r.

Awatar użytkownika
NINA-30
Rozmowna Beauty
Rozmowna Beauty
Posty: 563
Rejestracja: 07 sty 2008, 22:13
Lokalizacja: dolnyśląsk
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: NINA-30 » 18 cze 2009, 21:52

Także widzicie dziewczyny,w każdej z nas jest to co zapoczątkowała rysia. Życie po 30-stce na pewno ma swoje doświadczenia.

Awatar użytkownika
bbpp77
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 1799
Rejestracja: 13 lip 2005, 10:05
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: bbpp77 » 18 cze 2009, 22:24

Przepraszam jeśli kogoś uraziłam. Tak jak piszesz nie generalizuję ale muszę szczerze przyznać, ze przez nią mam uraz do osób bardzo mocno piegowatych. Sorry ale nic na to nie poradzę, spróbuj mnie zrozumieć.
Sama tez mam piegi, ale w granicach przyzwoitości.... natomiast ona.... no nie umiem inaczej jej nazwać jak piegusem. Bardzo przepraszam jeśli kogoś uraziłam ale .... wiecie jak to jest... jak Cię ugryzie doberman to masz do nich uraz.....
Wspomniałam o tym tylko dlatego, ze ta "rysiowa" tez miała piegi.
Poza tym jak już wspomniałam wcześniej faceci tego nie widzą i mnie te jej piegi tez wcześniej nie przeszkadzały, dopóki ..... nie stała się moim wrogiem.
bo w życiu chodzi o to by być trochę niemożliwym...

Awatar użytkownika
anijka
Aktywna Beauty
Aktywna Beauty
Posty: 203
Rejestracja: 13 lut 2009, 20:45
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: anijka » 18 cze 2009, 22:29

Hej. Witam się i od razu coś naskrobię.
Jako, że od lat 10-ciu jestem mężatką (szczęśliwą), jeszcze nie zdradzoną, zainteresował mnie ten wątek.
Mam faceta porządnego, ale znudzonego. Ciekawa jestem co z tego wyniknie...
Piegów nie mam, ale nie mam nic przeciwko piegom. Natomiast o ile kiedyś zdrady bym nie wybaczyła, o tyle aktualnie inaczej na to patrzę. Jesteśmy ze sobą już tak długo, mamy 3 dzieci... za dużo do stracenia. Raczej myślę o jakiejś wspólnej zabawie ze znajomymi albo nie, na dyskotece na przykład, z jakąś nutą erotyzmu dla ubarwienia życia. Hehe ciekawe co z tego wyniknie...
maj 2009 piersi dr Grobelny, Nagor okrągłe 555 cc EHP textured
http://www.suwaczek.pl/cache/4462bcca05.png

Awatar użytkownika
bbpp77
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 1799
Rejestracja: 13 lip 2005, 10:05
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: bbpp77 » 18 cze 2009, 22:34

jsia pisze:Na razie trafiają mi się sami zajęci, a innej kobiecie bym tego zrobić nie mogła, od kiedy sama wiem, jak to smakuje.
Zatem pozostaje nam mieć nadzieję na słodki rewanż w odpowiednim czasie, czego sobie i Tobie,bbpp77, życzę :)))
Dokładnie tak samo myślę... zajętych mam w nosie.... :-)
Wzajemnie jsia 8-)
bo w życiu chodzi o to by być trochę niemożliwym...

Awatar użytkownika
maluda6
Uzależniona Beauty
Uzależniona Beauty
Posty: 1415
Rejestracja: 03 lip 2008, 00:23
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: maluda6 » 18 cze 2009, 23:11

bbpp77 oczywiscie, ze nie czuje sie urazona i rozumiem Cie w 100%
to jest tak, jak podany przez Ciebie przyklad z dobermanem.
normalna kolej rzeczy.
teraz jak widzisz piegowata osobe, to od razu kojarzy Cie sie z nia.
ja tak mialam np. odnosnie imienia bylej dziewczyny mojego chlopaka
i nic nie moglam na to poradzic.
70B + 375cc,
mentorki okrÂągle, wysoki profil, dr Skupin :)
19.V.2009r.

Awatar użytkownika
bbpp77
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 1799
Rejestracja: 13 lip 2005, 10:05
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: bbpp77 » 18 cze 2009, 23:20

bluebeleczka pisze: a dodam ze zanim zgodzilam sie na terapie on musial wydac £450 na test prawdomownosci. fajnie bylo patrzec na przestepce podlaczonego do kabelkow. :badgrin:
Noooo to jesteś moim idolem kobieto!!!!! Na to bym nie wpadła!!!!!

maluda6 cieszę się, że rozumiesz bo już się bałam, że obraziłam Cię na amen.
bo w życiu chodzi o to by być trochę niemożliwym...

rysiabe
Nowicjusz Beauty
Nowicjusz Beauty
Posty: 47
Rejestracja: 16 cze 2009, 22:18

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: rysiabe » 19 cze 2009, 00:30

Maja, nie jestem ani wspaniałomyślna ani wielkoduszna.Oj, dałam ja mu popalić, dałam!
Nie wiem, który facet by to zniósł, nie znam takiego. A on wytrzymał.

A teraz dalszy ciąg mojej głupoty-ślepoty (aż chce się powiedzieć: Rysia, jestes tak głupia, że aż cię szkoda).

Otóż roku Pańskiego... ja, mój mąż i nasza śliczna 12-letnia córcia zawitaliśmy rankiem po nocnej podróży u drzwi Marzenki w mieście X.Otworzyła rozczochrana niska (155) brunetka i rzuciła się na szyję mojemu mężowi, wpijając się swoimi usteczkami w jego usta i niemalże łkając "ach, jesteś, wreszcie jesteś!". On nieporadnie usiłował się wyswobodzić, a my stałyśmy z tyłu z córcią z rozdziawionymi dziobami. Szok.
......(ale ja, owca jedana, nawet wtedy nie załapałam, o co chodzi).............
Potem nas przedstawił, zaprosiła nas do kuchni, zrobiła herbatę, zakręciła się, wyjęła kosz na zakupy i zaszczebiotała " to ja Rysiu, zabieram ci mężą, pomoże mi w zakupach, a ty tu sobie odpocznij". Złapała go za rękę i wyfrunęła, a ja znowu zanim zdążyłam coś powiedzieć, zostałam z rozdziawionym dziobem w tej kuchni.Siedziałyśmy tak w tej kuchni ze dwie godziny, dzieci jej spały, a mąż był na rybach.W końcu wrócili z pokaźnymi zakupami. Pamiętam je do dziś : pęczek włoszczyzny, kilo cebuli, kilo pieczarek i dwie (słownie:dwie) papryki, zielona i czerwona.

Druga zapamiętana scena z tego dnia : siedzimy w pokoju, dała nam album ze zdjęciami, a sama poszła do kuchni szykować obiad. W pewnym momencie mój mąż wyciąga jej zdjęcie i wkłada sobie do kieszeni. Ja protestuję "co ty robisz, nie wypada tak podkradać", patrzy na mnie nieprzytomnie i niechętnie oddaje zdjęcie. Czuję się nieswojo, ale nawet wtedy nie załapuję, co jest grane.

Trzecia scena: wieczorem prywatka z okazji naszego przyjazdu, jest jej mąż i jej znajomi, kilkanaście osób.Tańczę z różnymi partnerami, jak to zwykle bywa, jest trochę tańców solo, i po jakichś dwóch godzinach połapuję się, że mój małżonek cały czs tańczy, bez przerwy na drinka, ale tylko z jedną partnerką. Tańczą razem nawet wtedy, gdy jest muzyka do tańca grupowego. Rozglądam się i widzę złośliwe uśmieszki skierowane w moją stronę. Wychodzę ukradkiem i biegnę do parku.

Czwarta scena: siedzę w parku, godzinę, dwie? długo. Płaczę bez przerwy.Już nic nie widzę na oczy.W końcu znajduje mnie wystraszony mąż.Pytam go "po coś ty mnie tu przywiózł? wyjeżdżam natychmiast jak się ta tancbuda skończy ". Rzuca się na kolana, przekonuje, tłumaczy, że to nie to, ze to nie tak. I w końcu mnie przekonuje. A ja, jak to cielę ostatnie, wierzę mu.

Jeżdzimy, zwiedzamy okolicę ,razem z jej dziećmi, bo ona jest w pracy. A popołudniami ona proponuje różne rozrywki: basen, zoo, kucyki itd. Wraca jej mąż z pracy i wszyscy razem wychodzą na miasto. Beze mnie. Jakoś nie mam ochoty, wymyślam zmęczenie, obolałe nogi po porannym wyjeździe itp.Ona jest milutka dla mnie, za milutka, ale przy wszystkich. Gdy zostajemy same, wychodzi z pokoju pod byle pretekstem.Czuję wzrastającą instynktowną niechęć do niej. Wyczuwam fałsz i obłudę. Ale nadal, ślepota jedana, nie dostrzegam tego, co oczywiste. Nie wiem, bielmo miałam na oczach, czy co? Chociaż nie tylko ja byłam ślepa i głucha. Jej mąż tez nioczego nie dostrzegał.

Liczę godziny do powrotu i modlę się o cierpliwość bo ona z dziećmi przyjeżdża w rewanżu do nas.

To był mój najkoszmarniejszy urlop w życiu.
Ale i tak był to mały pikuś w porównaniu z tym, co mnie spotkało w moim własnym domu.

rysiabe
Nowicjusz Beauty
Nowicjusz Beauty
Posty: 47
Rejestracja: 16 cze 2009, 22:18

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: rysiabe » 19 cze 2009, 01:12

Podróż do domu była koszmarem. Ona jechała nabzdyczona, jej dzieci (12, 13) były nieznośne. Ja nie czułam się w obowiązku jej zabawiać. Mój mąż jakiś taki nieswój. Pamiętam do dziś tę podróż. To było kilka godzin w dusznym rozgrzanym pociągu.
Wróciliśmy, zrobiłam zakupy, upiekłam szybko na powitanie mój popisowy serniczek z truskawkami (oh, jakie to pyszne!), kupiłam dużą butelkę dobrego wina i wieczorem miało być miniprzyjątko przy świecach. Ale dzieci padły, ona też oświadczyła, że jest zmęczona, a mnie potwornie rozbolała głowa. Odłożyliśmy ucztę na jutro i poszliśmy spać. Ja z mężem w pokoiku córki a ona z wszystkimi dziećmi w dużym pokoju.

Rano wstałam pierwsza, wszyscy jeszcze spali, w kuchni znalazłam postawioną na podłodze wypitą (litrową !) butelkę wina (które własnoręcznie kupiłam!) i smętne resztki pysznego serniczka (który własnoręcznie upiekłam!).

I co Wy na to?

Coś mi się stało wtedy. Nie czułam ani bólu ani przykrości, nic, zupełnie nic. Postawiłam tę pustą butelkę demonstracyjnie na środku stołu obok patery z sernikiem, rozdusiłam resztki sernika na paterze i wysypałam na to czubatą popielniczkę petów, która stała na blacie zlewu. Zostawiłam na stole kartkę, że zadzwonili po mnie z pracy (a byłam na urlopie i nikt po mnie nie dzwonił) i muszę wyjść. II wyszłam. Spacerowałam po mieście, byłam w kawiarni, włoczyłam się bez celu, wróciłam koło południa, kiedy wiedziałam ,że nikogo nie będzie, zrobiłam im obiad (chodziło mi o dzieci, nic nie były winne, a wiedziałam, że ona nie ugotuje. przecież podczas pobytu u nich to ja gotowałam, bo "ja tak smacznie gotuję").Zostawiłam kartkę, że muszę wracać do pracy, bo jest robota "na wczoraj" i wróciłam bardzo późno, gdy wszyscy już spali. I tak co dzień.
Nie pamiętam szczegółów, tak jak wcześniejszych. Byłam skamieniała, jak w jakimś transie. Po kilku dniach, gdy tak późno wróciłam, zastałam męża czekającego na mnie jak zbity pies w kuchni, który mi powiedział, że już wyjechali i już nie muszę tak dlugo siedzieć w pracy. To dobrze, powiedziałam i poszłam spać.

Ale nawet wtedy, idiotce jednej, nie zaświtalo mi w myśli, że to jest romans.Myślałam , że on jest tylko nią zauroczony. I bardzo mnie to bolalo.
c.d.n.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Feel Free - Nie Krępuj Się”