osobiscie wygnalam bezdomnego na mroz.
troche sie czulam jak suka, a troche bylam dumna, ze w krotkich, zolnierskich slowach udalo mi to, co nie wyszlo innym.
bezdomny uznal nasza klatke schodowa za swoje mieszkanie, juz drugi rok (tylko zima) sie gniezdzil, biesiadowal a co za tym idzie korzystal z "toalety".
smrod nie do wytrzymania.
zrobie to ponownie, jesli wroci, bo moja wraliwosc obejmuje takze moj nos.
nie swiadczy to wcale, ze jestem zla, sa w miescie noclegownie.
nie czuje zadnego obowiazku pomagac ludziom, chyba, ze sa starzy, chorzy, slabi.
osoby nie zawracajace uwagi na swoje dzieci meczace zwierzeta drecze slownie, glosno i dokuczliwie.
jestem jedza.
ulla, piekny kotek







