Post
autor: rysiabe » 18 cze 2009, 06:12
Nina30 - nie bardzo rozumiem, co chciałaś mi powiedzieć: "nie dziwi mnie fakt..... lecz fakt z jakim piszesz swoje posty" - co chciałaś przez to powiedzieć? że dziwi Cię, ze piszę takie posty?
Wyjaśnij, proszę.
No, nie wiem. Piszę, bo pewnie mam taką potrzebę. Kiedyś trzeba to z siebie wyrzucić. Nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam.Piszę na tym forum, bo jak Wam mówiłam, mentalnie mam nadal 37 lat, przeżyłam w letargu 20 lat, a gdy się "obudziłam", zobaczyłam kogoś innego w lustrze. Trudno mi to teraz wytłumaczyć, może później spróbuję.Weszłam na forum "po 40", ale same widzicie, kto tam pisze i jakie zainteresowania. Chyba dlatego Nefertari stworzyła ten wątek.
Nie miałam zamiaru aż tak się rozpisywać, jakoś samo tak wyszło.
To, co opisuję, to teraz dopiero widać, jak bardzo mnie skrzywdził.Wtedy, w tamtym momencie to nie było takie oczywiste.Otóż, nie podejrzewałam zdrady, ale byłam wściekła o zażyłą przyjaźń, aż tak zażyłą, że powierzała mu swoje sekrety.Nie mogłam tego zrozumieć.Jak mąż może się aż tak zaprzyjaźnić z obcą kobietą poza plecami żony?Poznał mnie z nią, ale ja nie umiałam się z nią zaprzyjaźnić. Nie potrafiłam. Wyczuwałam w niej jakąś nieszczerość.Po jej wizycie powiedziałam mu, że ja jej nie lubię i nie chcę dalej podtrzymywać tych kontaktów.Poza tym ...poziomem intelektualnym, zainteresowaniami, sposobem zachowania tak daleko odbiegała od nas, że rozmowa czasami była wręcz żenująca. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego on tego nie widzi.Dlatego tak zareagowałam, gdy mi oznajmił, że ona znowu przyjeżdża. Przyjeżdża ktoś, kogo nie lubię. No więc, niech on sam ją sobie podejmuje. A ona, jeśli ma choć trochę oleju w głowie. to zrozumie jak bardzo jest niemile widziana przeze mnie.
Dziś jednak inaczej bym zareagowała, z większa klasą. No, ale dziś to jestem już mądrzejsza.
Tylko...to się tak łatwo mówi. Reagujesz z klasą, gdy nie jesteś az tak emocjonalnie zaangażowana.Gdy jesteś, to uczucia i emocje biorą górę
No cóż, dopiero z perspektywy czasu widać, jak silny, jak przemożny wpływ wywierała na niego. To było jak opętanie, z ktorego nie mógł sie wyzwolić. Robił to, co mu dyktowała.
Nie bronię go, wręcz przeciwnie, ale usiłuję zrozumieć.
Opowiem póżniej( bo każdą może to spotkać), jak przemyślne, podstępne, wyrafinowane potrafią być kobiety, gdy chcą zdobyć mężczyznę. Kazdego można uwieść, gdy się znajdzie odpowiedni sposób. Każdego.
A teraz, obiecałam, że opowiem o tym jakie były oznaki zdraduy, które przecież widziałam i które każdy głupi by zrozumiał, ale mnie nawet cień podejrzenia nie przyszedł do głowy.
Ale to już chyba w następnym poście.
Nefertari, czy te moje posty nie są za długie? Czy ja mogę tak pisać?