To ja też dorzucę swoje trzy grosze, albo pensy

, bo to co piszecie to lustrzane odbicie tego co ja widzę. Na razie nie planuję powrotu do kraju, bo ja się tam okrutnie męczę.
Z tymi dziurami na drodze i kulturą kierowców jest ciągle masakra. Staliśmy kiedyś dobre 10 minut, nikt nas nie chciał wpuścić, kierowcy przyklejali się wręcz jeden do drugiego, tak z 5 centymetrów zderzak od zderzaka, żeby się przypadkiem jakaś luka nie zrobiła dla nas. Poczułam się jak w buszu. Jeszcze dać każdemu do łapy dzidę, niech odganiają innych kierowców.
Ze służbą zdrowia jesteśmy jeszcze w średniowieczu. Nawet jak prywatnie chodzę, to mi robią wielką łachę. Poszliśmy z synkiem do lekarza, przychodnia prywatna ale z umową z NFZ, jakaś gówniara w recepcji, zaspana, nierozczesany kołtun z tyłu głowy, jakby ją ktoś nieźle ....... na materacu, gdyby trzymała jeszcze w zębach zużytą prezerwatywę to jej wizerunek byłby kompletny, zachowywała się bezczelnie w stosunku do pacjentów. Proszę o wizytę prywatną z lekarzem, ona chce ode mnie kartę chipową. Tłumaczę, że mieszkam za granicą i mam kartę EHIC ale zapomniałam zabrać z UK. Laska stwierdziła, że oni takich kart nie akceptują. Widocznie cały kraj jest w Unii Europejskiej oprócz tej przychodni

Tutaj pacjent traktowany jest inaczej, ja nawet jestem trochę onieśmielona, bo mam wrażenie jakbym była jakimś VIP-em, wszyscy uprzejmi, głaszczą mnie po głowie, słuchają co mam do powiedzenia. Traktują mnie poważnie.
Takich przykładów mogłabym tu mnożyć cały dzień.
Co do produktów przywożonych z Polski to jest ich dość sporo, zabieram, bo mam okazję, jeśli nie kupię to muszę iść od razu po przyjeździe do polskiego sklepu, płacę 3, 4 razy tyle np. kaszki czy herbatki dla dziecka. Wykorzystuję znajomego, który jeździ do Polski busem i zawsze mi przywozi 3 wory pysznych, polskich ziemniaczków. Nie smakują mi angielskie, a straszna kartoflara ze mnie od dziecka

. Jeśli mam tylko okazję to przywożę od mojej mamy z działki tonę warzyw. Nie pryskane żadnymi świństwami, pomidorki malinowe, ogóreczki pachnące, aż chrupią w ząbkach (tych nie dowiozłam na wyspy, zeżarłam wszystkie w Polsce

). Mogę sobie część tych warzyw zamrozić i wiem co jedzą moje dzieci.
Najbardziej mi żal, że nie mogę tu zjeść prawdziwych truskawek. Te wszystkie jakie tu próbowałam mają obłędny zapach ale nie smakują jak truskawka. W ogóle nie mają smaku.
Póki co jest nam tu bardzo dobrze i dopóki sytuacja w Polsce będzie ciągle jednym, wielkim absurdem, nie wracamy!