w kwietniu minie 7 lat, jak przestalam palic, a palilam 11 lat nalogowo (w ostatnich latach 30-40 dziennie). Rzucilam z dnie na dzien i do dzis nie moge sie nadziwic, ze mi sie to udalo... moze dlatego, ze nawet nie planowalam rzucic, jedynie ograniczyc ilosc i tak sie jakos udalo
Musze wam powiedziec, ze do dzisiaj zdaza mi sie pomyslec w jakims przelotnym momencie: o teraz moglabym sobie zapalic.
Od czasu do czasu mam jeszcze sny, kiedy sni mi sie, ze pale gdzies po kryjomu

:lol: i budze sie ze smakiem nikotyny w ustach. Serio.
Dodam jeszcze, ze stalam sie strasznym przeciwnikiem palaczy, nie pozwalam palic przy mnie i nie znosze zapachu nikotyny.
To, czego mi brakuje, to sam akt palenia....
Wczoraj w telewizji uslyszalam, ze palenie papierosow uzaleznia psychicznie bardziej niz heroina

Ja nie wiem, ile w tym prawdy, ale po sobie moge stwierdzic, ze nalog ten jest o wiele silniejszy niz sie spodziewalam. Zwykle mowi sie, ze po pieciu latach bez papierosa jestes juz wolna od nalogu tak fizycznie, jak i psychicznie. No i to sie u mnie nie zgadza....
Ale trzymam kciuki za wszystkie, ktore rzucacie, lub macie zamiar, bo na pewno warto!