Oczywiscie
Ghostdog, za granica jestes rzucona daleko w tyl i musisz najpierw mozolnie dotrzec do tego punktu, w ktorym bylas w Polsce. Nie tylko mam na mysli dyplomy czy inne certyfikaty, ale tez poczucie wlasnej wartosci. Jesli probujesz utrzymac sie na powierzchni, a nie isc na dno, to nie masz za duzo do wyboru, bierzesz, co daja. U mnie chyba jednak najdluzej trwalo samo uswiadomienie sobie, jak bardzo daleko jestem od tego statutu, ktory mialam w Polsce. I tego, ze Niemcy chetnie widza cudzoziemcow wlasnie w takich sluzalczych (uslugi!) zawodach, typu kelnerowanie. Od mojego meza Azjaty dowiedzialam sie, ze inni Azjaci (a nie rasa biala) w lokalu prowadzonym przez Niemcow, nie sa im wystarczajaco "reprezentacyjni" do kelnerowania i pracuja tam, gdzie szacowni goscie ich nie widza. Moze ktos sie tutaj ze mna nie zgodzi, ale w tej kwestii proponowalabym zapytac ludzi innego koloru skory, niz my szczesliwie urodzeni.
Ale najwazniejsze jest, ze kiedys mowisz sobie i calemu otoczeniu: koniec, mam dosc i wyznaczysz sobie kierunek, ktorym chcesz podazac. Na pewno juz sie wtedy nie cofniesz do tego, co bylo.
Ale coz, jakis start trzeba sobie samej zapewnic. Ma sie tyle z tego, ze jestes niezalezna, no i mozesz spelnic swoje zachcianki. Tylko - ja sie czesto sama siebie pytam - dlaczego u licha to musialo trwac az tak dlugo, aby dojsc do pewnego punktu w moim zyciu, w ktorym inne moje kolezanki w Polsce juz dawno byly? One buduja domy, juz maja dzieci, a ja pol roku temu liczbe (planowanego w nieskonczonosc) potomstwa ograniczylam z dwojki do polowy. Bo naszlo mnie wrazenie, ze to jedno to juz powinnam miec urodzone, a tak to czas minal.
Ale sie rozpisalam...
A do
Aldi - na szczescie biust mozna sobie "zrobic" na zyczenie, jaki kto chce! Predzej czy pozniej bedziesz go miala jak marzenie
