Strona 1 z 4

Śmierć mamy

: 11 maja 2007, 08:33
autor: gosiaczek
Przeżyłam najgorszy koszmar w moim życiu.Wspominałąm o chorobie mojej mamy w innych wątkach .Miała raka. Zaczęło się od guzka w piersi, był malutki 13 mm.Ale cholernie złośliwy, gdyż gdy go wyłuskiwali to zobaczyli że są już zaatakowane wszystkie węzły pod pachą i też je usunęli.Moja mama mieszkała w niemczech a tam nie usuwają od razu piersi.
po operacji cały koszmar związany z chemią potem naświetlania, sanatorium i rehabilitacja.To wszystko trwało około roku.Już miało być po wszystkim, już każdy myślał że będzie już dobrze. Jeżdziłam do mamy 1200 km jak tylko mogłam najczęściej. Ma tam kochającego Ja nad życie męża i swoją mamę czyli moją babcię i jest tam także mamy siostra to byłam spokojna że jest w dobrych rękach. Po roku pokazały się przerzuty na wątrobie, żołądku i kręgosłupie. więc znowu koszmar chemia naswietlania i codziennie wizyty w szpitalach i u lekarzy specjalistów robione było wszystko także medycyna niekonwecjonalna. Wygrała z tym wszystkim kolejne nowotwory znikały. Juz było ok nawet w zeszlym roku w lipcu wsiadła w samplot i przyjechała do mnie na parę dni czuła się bardzo dobrze i wygłądała ślicznie była bardzo szczęśliwa że jest u mnie u swoich wnuczek i bardzo fajnie spędzałyśmy czas.Miałyśmy bardzo dobry kontakt wszystko sobie mówiłyśmy.Codziennie rozmawiałyśmy przez telefon jak już wróciła do siebie.
Nagle szok. w pażdzierniku okazało się że ma raka w głowie w potylicy. ból nie do opisania nie do opanowania w domu , więc była w szpitalu oczywiście wsiadłam w samolot i przyjechałam do mamy, to było straszne.Cierpiałam razem z Nią. robili tylko naświetlania gdyż operować tego nie można. gdy tam byłam i zajmowałam się mamą w szpitalu z dnia na dzień było coraz lepiej. pojechalam do domu gdy mamę wypisali ze szpitala znowu zajęła się Nią rodzina więc byłam spokojniejsza.Byłyśmy w codziennym kontakcie telefonicznym. Wszystko szło coraz lepiej. Po kolejnym prześwietleniu okazało się że guza nie ma. Radość niesamowita, znowu wygrała!! To było w grudniu przed świetami nie można sobie wyobrazić lepszego prezentu na gwiazdkę.
Było dobrze 3 miesiące. Na początku kwietnia znowu zaczęły się te straszne bóle głowy. znowu prześwietlenie i znowu guz w tym samym miejscu co poprzedni, nic już nie można było zrobić. Ani chemia ani naświetlania ani nic, tylko morfina.
Nawet nie mogła rozmawiać przez telefon głos z słuchawki wpadający do głowy Ją bardzo bolał Codziennie dzwoniłam do Niej i rozmawiałam z mamy mężem ciągle żadnych zmian, leżała w łóżku i przeważnie spała.
Nagle 1 maja poczuła się lepiej wstała z łóżka zeszła po chodach z sypialni do kuchni na obiad. i poprosiła swojego męża żeby wykręcił Jej numer do mnie, chociaż ja dzwoniła parę godzin wcześniej ale rozmawiałam tylko z mamy mężem.
My przeprowadziliśmy się do nowego domu niedawno i pech straszny bo akurat kiedy dzwoniła do mnie moja mama był wyłączony prąd w całym domu bo mój mąż zakładał kontakty więc telefon nie działał.
2 maja wieczorem zadzwonił telefon, jakoś niewiedzieć czemu, przestraszył mnie jego dzwonek.Dzwoni mamy mąż i mowi mi że moja mama już jest w niebie.
To jest coś co do mnie nie dociera, to wszystko nie tak miało być.
Przecież dom w którym terz mieszkam był kupiony po to by moja mama mogła przyjechać do nas urządzamy nawet dla Niej pokój, mówiła że namaluje nam obraz jak tylko przyjedzie i poczuje klimat tego domu. Bardzo się cieszyła że tak dobrze nam się układa tak bardzo była ze mnie dumna.
Umarła .

: 11 maja 2007, 09:33
autor: Edyta76
Gosiaczku jest mi bardzo przykro :( wiem że cierpisz :( Trzymaj się kochana.
To jest bardzo przykre kiedy najbliższe nam osoby odchodzą. Nie wyobrażam sobie jakby mojej mamy nagle miało nie być dlatego łączę się z Tobą z twoim bólem :cry:

: 11 maja 2007, 09:54
autor: ewelaina
Bardzo mi smutno że ludzie tak cierpią :(
Ja wiem co czujesz bo mój Tato tak chorował.Codziennie patrzyłam jak żegna się z życiem...tak pokornie i dzielnie.
Straszna jest bezsilność , gdy patrzy sie na cierpienie bliskiej osoby i nic nie można pomóc .Twoja Mama już nie czuje bólu.Miałyście cudowny kontakt ze sobą , gdy żyła.Myślę ,że Ona tam z nieba będzie Ci sprzyjała.Na pewno nie raz poczujesz że czuwa nad Tobą i że Ci pomaga.

: 11 maja 2007, 17:38
autor: syla
Bardzo mi przykro.
Przyjmij najszczersze wyrazy współczucia.

: 11 maja 2007, 17:54
autor: karolinka
gosiaczku, bardzo mi przykro :( nie wiem co powiedzieć, nie lubie takich smutnych historii, ta walka o życie.... mój Boże.... codziennie w szpitalu widzę jak ludzie walcza o zycie z takimi chorobami :| zmartwiłas mnie tym co napisałaś... rozumiem co znaczy taka choroba ... zazwyczaj przed śmiercią stan polepsza sie tak, że wszyscy myslą że juz wszystko będzie dobrze, dziwne to....... to przykre, że akurat wtedy mieliście wyłączony prąd w domu :? mój Boże..... gosiaczku trzymaj się :!:

: 11 maja 2007, 18:16
autor: Lunka
Gosiaczku tak wielka strate ponioslas :( tak strasznie mi przykro,przyjmij wyrazy wspolczucia i trzymaj sie cieplutko, pociesz sie tym ze mama juz nie cierpi.
Tata mojego nmeza dwa lata cierpial,morfina itp, szpital stal sie jego domem.......... tez juz nie ma go wsrod nas, Bozia zabrala go do siebie.
Ta duzy cios dla ciebie:cry:

: 11 maja 2007, 18:28
autor: violka123
Gosia PDT_Love_04 rozumiem co czujesz ,ja ciagle jeszcze nie wierze do konca w smierc Mojego Slonka ,to dopiero 3 tygodnie ,za godzinke mina jak mi GO zabrano.....nie potrafie Cie pocieszyc bo sama jeszcze sobie z tym nie radze ,wiec tylko jeszcze raz PDT_Love_07

: 11 maja 2007, 18:59
autor: Kamila
gosiaczek pisze:Przeżyłam najgorszy koszmar w moim życiu.....

My przeprowadziliśmy się do nowego domu niedawno i pech straszny bo akurat kiedy dzwoniła do mnie moja mama był wyłączony prąd w całym domu bo mój mąż zakładał kontakty więc telefon nie działał.
2 maja wieczorem zadzwonił telefon, jakoś niewiedzieć czemu, przestraszył mnie jego dzwonek.Dzwoni mamy mąż i mowi mi że moja mama już jest w niebie....

Umarła .
gosiaczku, wspolczuje i jest mi bardzo przykro :cry: straszne, ze tacy dobrzy ludzie tak szybko odchodza :?

Jestem pewna, ze osoby swiadome w takiej chorobie, czuja i wiedza kiedy jest ten moment odejscia, mysle ze twoja kochana mama chciala sie po prostu z toba pozegnac :(

Moj tata umarl na raka, wiedzial, ze to wlasnie sie zbliza.
Tata lezal w szpitalu w Bydgoszczy. Byla niedziela kiedy do nas zadzwonil i zarzadal natychmiastowego wypisu do domu (mama stanela na glowie - zadzwonila do ordynatora i zarzadala wypisu w niedziele), praktycznie w niecale 2h byl juz w domu.
Szczesliwy, ze byl z rodzina i w domu, pamietam wszystko jakby to bylo wczoraj - kazdy jego gest, spojrzenie (a jest juz prawie 7 lat od smierci taty). Byl bardzo slaby, pomagalam tacie isc do toalety, balam sie strasznie, ze upadnie :( Odpoczywal w swoim pokoju, a w drugim ryczalam jak bobr :cry: W pewnym momencie zauwazylam, ze z tata jest cos nie w porzadku (galki oczne uciekaly do gory, zaczol dziwnie lapac powietrze "jak ryba") strasznie sie wszyscy przestraszylismy. Zadzwonilismy po znajoma lekarke, ktora po obserwacji stwierdzila, ze tata jest w poczatkowym stadium agonalnym ... itd
Wsparcie i pomoc dostalam natychmiast od mojej najblizszej kolezanki, ktorej ciocia byla dyrektorem szpitala. Wszysko bylo juz przygotowne w szpitalu (sala, aparatura itd).
Zmarl w nocy 2:30 z niedzieli na poniedzialek w szpitalu w Toruniu :cry: Mama i ja bylysmy przez ten caly czas razem z tata (i przy tacie).

Wtedy zrozumialam, ze tata chcial sie z nami pozegnac, wiedzial i czul, ze to jest koniec (nawet nie chcial jechac juz do szpitala, tylko umrzec na swoim lozku).
Dodam, ze dzien przed smiercia rozmawial przez telefon ze swoja kuzynka (z Radomia) i tak powiedzil: " Moja droga kuzynko, rozmawiamy ze soba ostatni raz i juz sie nie zobaczymy" :cry:


gosiaczek,
Kiedy o tym opowiadam, chce mi sie ryczec, bardzo za nim tesknie .... i nawet po tak dlugim czasie czuje jaby to sie dopiero wydarzylo :doubt: przyzwyczailam juz sie do takiej sytuacji, ale nigdy tego nie zapomne i wiem, ze kiedys na pewno sie spotkamy ;)

Wiem, ze teraz jest ci bardzo ciezko, pozniej przyjdzie spokoj (smutek i zal po utracie kochanej osoby pozostanie na cale zycie) :|

Trzymam mocno za ciebie kciuki :!:

: 11 maja 2007, 19:07
autor: Lunka
Oj Kamilko i ciebie to dotknelo :cry: tak duzo z was przezylo to straszne pieklo.
Wspolczuje z calej duszy
PDT_Love_07 :cry:

: 11 maja 2007, 19:24
autor: Kamila
Lunko,
Jest/Bylo to bardzo przykre :(

Dla naszej rodziny (a szczegolnie dla mojej mamy) byl to bardzo tragiczny okres.
W przeciagu 1,5 roku [ Styczen 2000 (ojciec mojej mamy); Pazdziernik 2000 (maz mojej mamy,a moj kochany tata); wrzesien 2001 (matka mojej mamy)] trzy najblizsze jej osoby odeszly ..... faktycznie koszmarny okres (pogrzeb za pogrzebem) :(