Strona 1 z 4

Czy to jest miłość, czy to jest kochanie...?

: 07 mar 2006, 11:52
autor: gracja
Do stworzenia tego tematu skłonił mnie fakt, że chcemy się z moim miśkiem zaręczyć, a na przyszły rok planujemy ślub. I zaczęłam się zastanawiać czym jest miłość. Czy mogę być pewna, że mój "wybranek" to ten jedyny?? Czy miłość to chęć budzenia się przy nim, spędzania wspólnie jak najwięcej czasu, wspierania go w każdym przedsięwzięciu, pomocy w realizacji zamierzonych celów, opiekowania się nim nie tylko wtedy, gdy jest chory. Czy to jest akceptacja wad(które czasem niesamowicie wkurzają), mnóstwo tematów do obgadania, dzielenie pasji i akceptacja tych "osobistych" zainteresowań. A może to tylko przyzwyczajenie???
Czy dla was jest miłość? Jak się przejawia w waszych związkach nieformalnych i formalnych???

: 07 mar 2006, 17:13
autor: agnieszka21
Gracja doskonale Cie rozumiem :wink: .Jakis czas temu sama zadawalam sobie podobne pytania...niektore z ich musze przyznac,budzily moje watplwosci.To byl czas przed zareczynami,ale wszystkie obawy znacznie nasilily sie przed slobem :roll: zwlaszcza,ze wychodzac za maz mialam 20 lat(niecale) :roll: :wink: .Moj facet musial sie biedaczek nielada sprezac aby dowiesc,udowodnic mi jak bardzo mu na mnie zalezy.Po licznych sprawdzianach,zdal jednak na 6 :lol: :lol: i wtedy zaczelam sie zastanawiac nad wlasna osoba :roll: :czy ja rowniez jestem w stanie odwzajemnic uczucia,ktorymi mnie On obdaza,dac mu to wszystko czego On mi nigdy nie odmowil? czyli:tyle szczescia,milosci,oddania.Ja jestem niestety egoistka...dziwne,ze duzo wieksza jak moj maz (jedynak) :oops: .Wogole nawet nie dopuszczalam mysli o tym,ze mogloby mu sie cos stac...i JA musialabym sie nim np.zajmowac do konca zycia :roll: Myslalam sobie wtedy,ze nie wiem czy bym dala rade.... :oops: wiem...jestem okropna :!: ale wlasnie to budzilo we mnie najwieksze obawy.Dalej....czy za 10-15 lat bede go dalej kochac tak samo?a jak "mi sie znudzi"? ,a On czy zawsze bedzie taki dobry,wyrozumialy,cierpliwy?Dzis juz jestem w 100% pewna SIEBIE I JEGO,tego,ze chocby niewiem co zawsze bede przy nim :) ,a On przy mnie :wink: .Tak wiec taka moja mala rada:Zapytaj swojego serca,a ono Ci podpowie :wink: :P

: 07 mar 2006, 17:22
autor: gracja
Hihihi moje serce mówi mi, że to ten jedyny. Ale tak się zastanawiam - może ja go kocham, bo jest taki cudowny, opiekuńczy, odpowiedzialny z poczuciem humoru itd itp. Czy kochałabym go nadal, gdyby się zmienił na gorsze? I to samo co ciebie nurtowało - czy dam radę się nim opiekować, gdyby coś strasznego mu się stało. I właśnie dlatego zastanawiam się czym jest miłość. Jak możemy ją zdefiniować. Czy w ogóle ktoś wymyślił definicję miłości....

: 07 mar 2006, 17:31
autor: lynn25
Wg mnie najważniejsza w związku dwojga ludzi jest oczywiście miłosc,ale poza nią przyjaźn,zaufanie i szacunek-to fundamenty udanego zwiazku. Bo z czasem "motylki w brzuchu"minimalizują sie...zauroczenie,fascynacja i cala chemia mija,i aby na zawsze wytrwac z druga osoba trzeba miec wspolne pasje,potrafic wspierac sie wzajemnie w dobrych,ale i zlych momentach zycia,trzeba sie szanowac , ufac sobie bezgranicznie wzajemnie i cały czas podsycac uczucie,choc wiem,ze proste to nie jest :roll:

a co do milosci...sama nie wiem jak ja zdefiniowac :wink:

: 07 mar 2006, 18:08
autor: agnieszka21
Wlasnie :!: zgadzam sie z Toba....a co do tych "motylkow" w brzuszku :P to szkoda,ze tak szybko odlatuja... :? choc u mnie jeszcze kilka zostalo :lol: :lol: Zaufanie to podsawa,szczerosc,namietnosc,wzajemna fascynacja moze trwac do konca ...tylko trzeba ja podsycac .Bardzo wazne tez jest zrozumienie drugiej osoby,pokochanie jej nietylko za zalety i te dobre strony ale takze za wady,nawet powiedzialabym,ze nauczenie sie w pewnym stopniu "zyc z tymi wadami naszego partnera",bo przeciez i tak to nieuniknione.Nastepna wazna sprawa mysle to poczucie wolnosci i spelnienia w zyciu nie tylko prywatnym ale takze zawodowym,ja np.wiem,ze gdybym zabronila mojemu mezowi "robic" tego czego kocha ,w tym przyp.tanca i jazdy, (a raczej szalenstwa na motorze )nie czulby sie szczesliwy w zwiazku :roll: :? i odwrotnie , nie wyobrazam sobie zeby On zabronil mi realizowac moje marzenia,to tak jak by mi ktos zawiazal petle na szyji :roll: :twisted: .Co do def. naukowej :lol: to nieznam,ale mysle,ze pojecie milosci mozna zdefiniowac jako stan trwalego zauroczenia duszy i ciala,stan w ktorym wszystko i wszyscy do okola staja sie niemal niewidoczni w momencie kiedy na horyzoncie pojawia sie ta jedyna ukochana osoba :P

: 07 mar 2006, 18:40
autor: kasiaczek_78
Prawdziwa miłość jest wtedy kiedy tak naprawdę nie wiesz za co kochasz tą drugą osobę :wink:

: 07 mar 2006, 19:11
autor: Pinacolada
kasiaczek_78 pisze:Prawdziwa miłość jest wtedy kiedy tak naprawdę nie wiesz za co kochasz tą drugą osobę :wink:
Brawo Kasiaczek! Ja (z moim bagażem doświadczeń) podpisuję się pod tym obiema rękami :wink:

: 07 mar 2006, 19:57
autor: viki
Ja tez się z tym zgadzam. Kocham mojego męża tak po prostu.

A jak chodzilismy na nauki przedślubne to prowadził je taki starszy miły ksiądz. Kiedys powiedział, żebysmy wymyslili i powiedzieli 3 rzeczy które kochamy w naszym partnerze. Prawie nastała cisza. Potem kazał powiedziec 5 rzeczy które nas denerwuję w partnerze. Oj rwetes się zrobił niezły, prawie jak na koncercie.

: 07 mar 2006, 21:05
autor: gracja
O kurczę. Ale ja potrafię wymienić mnóstwo rzeczy, za które kocham misiaczka :oops: (kocham tego głupola za poczucie humoru, uśmiech każdego dnia, niepoprawny optymizm, zapominalstwo,za opiekuńczość, odpowiedzialność, za to, że przy nim się uspakajam-działa na mnie jak balsam i za milion innych rzeczy) i mnóstwo rzeczy, które mnie drażnią i wkurzają. Kurczę coś nie tak????

: 07 mar 2006, 21:32
autor: blondi 222
tak własnie jest kocha sie i juz...ostatnio mowie mu ..kocham cie..a on sie pyta ..a za co? zatkało mnie :lol: nie wiem ..za co .. :lol: ale czy to wazne.. :wink: najwazniejsze ze sie kocha..podobno miłosc jest slepa..cos w tym jest :lol: