Powiem tak: bycie w związku rzeczywiście wcale nie jest takie łatwe, proste i przyjemne. Nie znam zbyt wiele par, które by były od razu super dobrane i zawsze wszystko super-miodzio.
Wydaje mi się, że często jednak zbyt wcześnie wchodzimy w małżeństwo, dzieci, obowiązki. Kobiety często są marzycielkami i wyobrażają sobie jak to będzie pięknie. No po prostu trochę "różowe okulary". Życie potem wszystko weryfikuje, dojrzewamy, zmieniamy się, nasze poglady, potrzeby też bywają inne po jakimś czasie.
Sama gdy wychodziłam za mąż wydawało mi się że jestem już taka dojrzała, że to już czas, niby wszystko wiedzialam, a jednak potem gdy zaczeło się "normalne" życie to już nie zawsze było tak różowo.
Po 11 latach jestem inną osobą i moja ówczesna dojrzałośc wydaje mi się teraz trochę śmieszna. Ile to było ciężkich momentów, kłótni, chęci rzucenia wszystkiego w diabły żeby dojść do chwili obecnej.
Wydaje mi się, że gdybym wszystko zaczynała od poczatku teraz to wszystkie wybory byłyby bardziej świadome, przemyslane, ale też mniej spontaniczne i szalone.
To przecież przy mężu dojrzewałam i się "go" uczyłam, tak samo jak on przy mnie. Warto to docenić








