no to i ja powiem moje zdanie - zasada ograniczonego zaufania
mówie to ze swojego doswiadczenia tzn nigdy nie byłam zdradzona ale mam wielu kolegów i widze jak oszukuja swoje dziwczyny, narzeczone, żony
mam jednego kolege który jest z dziewczyną 4 lata i od samego początu zdradza ją na prawo i lewo i mysle ze taki typ sie nigdy nie zmieni a gdy jest z nią to wygląda jakby świata poza nią nie widział (i ona naiwna mysli ze tak jest) gdy tylko nie ma jej z nim to mu tylko inne laski w głowie (od gapienia sie do łożka nie zabiera mju to dużo czasu) - ale takich babiarzy to ja np wyczuwam po samej rozmowie z takim gosciem po tym jak na mnie patrzy
mam jednego kolege który przwie przes pól roku leciał na 2 fronty i troche to ciągłe kłamanie było uciążliwe i dla niego ale mówił że kocha je obie i ciezko mu i nie potrafi wybrać (teraz nie jest z zadna z nich bo sprawa wyszła na jaw)
mam kilku innych znajomych którzy wiem ze psychicznie zdradzają swoje kobiety (a czy fizycznie to nie wiem) dla mnie zainteresowanie się inną kobieta jako obiektem seksualnym zabieganie o jej względy flirtowanie, poswiecanie wiecej czasu niz swojej kobiecie jest zdradą psychiczną (do cholery jak kocha i jest ze mną to po co szuka wrazen - albo związek jest do dupy albo typ babiarza)
miałam kolegów ów którym zdarzają się ze tak powiem okazjonalne zdrady jak czesto to nie wiem ale wiem ze tak np mówi kobiecie ze idzie z kumplami na piwo i po czesci nie kłamie bo idzie z nami na piwo (ja, inni znajomi z dziwczynami, i kilku solo) i idziemy na dyskoteke to zawsze kogos tam obsciskiwali całowali (czasem przychodzili juz z jakimis dziewczynami i tylko prosili mnie zebym nie mówiła ich kobietom) - jakoze to byli moi koledzy a ich kobiety znałam juz duzo póxniej to nie mówiłam a głównie po tym ze jak raz z przyjaciólką uświadomiłysmy 2 zdradzane kbiety (znajomy lecacy na 2 fronty) (wtedy po raz pierwszy spotkalam sie z nie uczciwym meskim achowaniem w stosunku do kobiety i miałam dylemat czy powinnam czy nie powinnam mówic) jednak uznałam ze ja bym chciała byc uswiadomiona gdyby to dotyczyło mnie i powiedziałysmy 1 i 2-giej co obróciło sie przeciwko nam ze strony 1 z dziewczyn która (nie wiem czy po zlosci i dlaczego) bardzo starała się zszargac moją dobrą opinię - po tym postanowilam sie wiecej nie wtracac w zadne zwiazki
głupio sie czuje w obecnosci tych kobiet o których wiem ze sa oszukiwane i zdradzane a ja o tym wiem

wiekszosc z nich mysli ze ich "np Macius" nigdy by im tego nie zrobił
przez takie rózne sytauacje i po tym co wiem sama byłam bardzo nieufna, przez co prawi zniszczyłam mój związek (iągłymi podejrzeniami sprawdzaniem itp) i bardzo raniłam mojego chłopaka który tak naprawde nigdy nie dał mi powodu do zazdrości; bardzo źle to wpływało tez na mnie bo meczylam sie w zwiazku, nie miałam psychicznego spokoju;
dobrze ze w pore sie opamiętalam; ufam mojemu ale to jest sprawdzone - kilka razy go sprawdziłam (i kompa i telefon i wyjscie z kolegami) i jestem spokojniejsza wiem ze to głupie ale musiałam sprawdzic i raz na jakis czas jak mnie najdzie to go sprawdze ale on o tym nie wie chociaz juz bardzo dawne tego nie robiłam bo my prawie wszedzie razem (on nie lubie beze mnie wychodzic a czasem nawet mnie prosi zebym mu "zabroniła" to ma wymowke zeby nie isc gdzies z namolnymi znajomymi)
Wiem ze sa uczciwi mezczyzni i nie zdradzający i nie mozna z góry zakładac ze ktos nas zdradzi bo wtedy zwiazek nie ma sensu ale nie mozna tez ufac w 100% bo jestesmy tylko ludzmi i nigdy nie wiemy co sie stanie - czasem to jest chwila moment, uczucie ze nie mozemy sie komus oprzec (chociaz rozum mowi inaczej) i dotyczy to i mezczyzn i kobiet
Moja mama ma koleżanke której mąż jest "babiarzem" co ja zauwazyłam od razu, wiem od mamy ze zdradzał ta kobietę, miał kilka romansów z młodymi dziewczynami na boku i ona o tym wiedziała ale to ona go pilnowałazeby jej nie zostawił (jak mówiła owszem zdradza ją ale oprócz tego jest wspaniałym ojcem i dobrym mężem, bardzo jej we wszystkim pomaga i dobrze sie dogaduja w innych sprawach, nie przeszkadzało jej to że on sypia z innymi)
Mam dobrą kolezanke która jest z zonatym mezczyzną (2 lata z nim była on prawie 20 lat starszy) w koncu odszedł od zony (sa w separacji) ale to zona go zostawiła (bo tez miała kogos na boku) i zamieszkali razem, sielanka trwała pól roku az ona 9ta kolezanka) odkryła ze on ma jeszcze inną na boku

ale mu wybaczyła i byli dalej razem dopóki sie nie dowiedziała ze jest kolejna inna kobnieta
I mam tez kolezanke która zdradzila swojego chłopaka mówiła ze nie chciała ale to był facet któremu nie mogła sie oprzec ona mówiła nie ale jej ciało mówiło tak i był krótki romans, wiele razy mówiła ze miała z nim skonczyc powiedziec ze koniec ale jak go widziala to nie potrafiła to bło silniejsze od niej i wiedziała ze robi źle ale nie mogła przestać; romans sie skonczył a ona czuła sie winna czuła obrzydzenie do samej siebie i nie potrafiła byc z chłopakiem dalej (chociaz on o niczym nie wiedział) mówiła ze nie wiem jak mogła mu to zrobic i ze zaluje ale to nie zmieniało jej stanu psychicznego, dziewczyna wpadła w depresje ale sie wygrzebała spowrotem jest z tym chłopakiem (bo rozstali sie na jakis czas ona nie mogła spojrzec mu w oczy zerwała w sumie bez powodu) on bardzo zabiegał o nią spowrotem i są dalej razem (ale o zdradzie nigdy mu nie powiedziała - tak jej doradził psycholog)
była to dziewczyna która mówiła ze nigdy nie wybaczyłaby zdrady i nigdy sama nie zdradzi........ale sie stało....teraz mówi ze wybaczyłaby zdrade bo zdradzajc kogos nie przestaje sie go kochac mówi ze ona teraz rozumie jak to działa i ze by wybaczyła
a ja....chyba za duzo wiem o sytuacjach ze ktos kogos zdradza (dlatego jak pisałam byłam za bardzo nie ufna) ale staram sie o ty nie mysleć, bo to męczy psychike