Jak nie przejmować się co pomyslą, skoro co pomyślą to i powiedzą? O nie, nie nam. Innym. Bo taka już natura plotkarza - tchórza. Prędzej mijając nas na schodach/ulicy powie niby to do znajomego z którym rozmawia "zobacz (to i tamto)" . O nie, ten tchórz ma potrzebę zakomunikowania swoich spostrzeżeń - bez tego by się udusił, ale boi powiedzieć to w twarz. Boi się o swój policzek. Tak, boi się że zapiecze go policzek kiedy w reakcji na komentarz dostanie w twarz.
Możemy przechodzić obok, nie słyszeć półsłówek i szeptów wypowiadanych przez "nikogo" do "nikogo", nie widzieć porozumiewawczych spojrzeń, aż pewnego razu nie mamy do kogo się odezwać bo jesteśmy ignorowani jako podmiot rozmowy. Kto stał się jej przedmiotem, przestaje być już traktowany jak podmiot.
Coś podobnego zostało opisane w literaturze przy okazji analizy tego, jak dochodzi do sytuacji mobbingu. Ale mobbing czasem nie ogranicza się do pracy.
Osoba napiętnowana, odpodmiotowiona (nieważne co było przyczyną)poprzez mechanizm narastających plotek nie może być już sobą. Depresja, załamanie nerwowe. Plotka może zabić. Jest jedną z najgorszych rzeczy jakie można zrobić drugiemu człowiekowi. A największą krzywdą moralną.
Uważam, że właśnie należy się "przejmować". I tępić plotkarskie zachowania. Nawet jeśli oznacza to wymierzenie publicznie siarczystego policzka







