czytalam kiedys ze facet lubi sex zeby rozladowac stres i napiecie calego dnia, kobieta natomiast zeby miec na sex ochote musi byc zrelaksowana i w dobrym humorze.
jak na moj zwiazek idealna formula.
moj maz lubi sex wieczorkiem po dobrej kolacyjce, to jak wieczorne mycie zebow dla niego.
ja natomiast rano jak jestem wypoczeta i najlepiej w weekend i nie spiesze sie do pracy.
jeszcze trzeba wziac pod uwage dzieci, ktore paletaja sie nieproszone wlasnie wtedy kiedy mamy chwile uniesienia.
moj zwiazek trwa 11 lat, dwoje dzieci, ja pracuje i sie ucze.
po krotce moj dzien.
6.30 pobudka, przygotowuje sie do pracy, dzieciom lunch do szkoly i ubranie.
8.00 zaczynam prace
6-7 koncze prace, czasami zabieg nam sie przedluza.
jade po dzieci
odrabiamy lekcje ze starszym, mlodsze nam przeszkadza.
jedza kolacje
kapanie i do spania.
9.00 maz w domu, czasmi wczeniej wiec wykapie dzieci, lub odrobi lekcje.
9.15 sciagam buty, bo jeszcze nie mialam czasu
maz w tym czasie juz sie kapie.
ja staram sie zrobic jakies "zadanie domowe". mam ich do egzaminu 150, zrobilam dopiero 30.
ide sie kapac i mam nadzieje ze on sie domysli i posprzata balagan w kuchni
juz wykapana ide na dol i widze go przed tv a balagan jak byl tak jest.
mala awanturka
on zasypia na sofie, ja ide do sypialni.
jest godzina okolo polnocy. w miedzyczasie chwila rozmowy na temat rachunkow, innych problemow.
jesli sie wieczorkiem nie poklocimy ladujemy w sypialni razem i zanim dobrze sie polozymy i jesli nawet mam ochote na sex, moja corka bardzo wytrwale pracuje nad tym zeby go nie bylo pojawiajac sie co noc w naszym lozeczku. zadne juz nie ma sily jej wywalic i kisimy sie w trojke.
oczywiscie to nie caly problem, zmeczenie, brak czasu. szczerze moj maz choc przystojny i w lozku dobry, to bodzcy mi trzeba. on juz samym soba nie moze roznienic we mnie plomienia i na sex dopiero nabieram ochoty jak juz trwa.
czesto mysle o skoku w bok.
kiedys z nim romawialam i dla niego nie stanowi problemu to ze jestesmy ze soba tyle lat, ja mu sie wciaz podobam, sex jest dobry. jest inaczej niz na poczatku ale on tego nie obdzira do kosci. ja natomiast rozwazam i on to widzi i jest niepewny i chyba bardziej zazdrosny niz kiedys.
dzis jestem tez wieksza egoistka jak nie mam na cos ochoty to nie mam i chocby nie wiem jak sie staral to odtawiam go do kata, chyba ze wykaze sie rozumem, pomyslem i mnie ujmie.
nie mysle czy mnie zdradza, chyba nie ale gdyby, to niwiele mnie to dzis obchodzi i on to wie.
pamietam czasy jeszcze bez dzieci. zarabialismy tylko na siebie, wynajmowalismy studio flat i to wlascie byl nasz jedyny podstawowy wydatek. potrafilismy caly weekend przelezec w lozku, jesc, ogladac filmy i bzykac.
te czasy juz dawno odeszly do lamusa i caly romantyzm. niewiele go zostalo.
zapomnialam dodac ze w srode moj najlepszy dzien. przychodzi pani zeby posprzatac dom i napelnia mnie niesamowitym szczsciem, ktore trwa do wieczora ale jednak. tak mi dobrze w srody ze sama mam nieraz ochote na sex. to moj chry bodziec.









