ooo dzieki za wsparcie! strasznie mi tego brakuje. przyjaciolka mi wyleciala z kraju a znajomym nie bede opowiadac.
ale zescie go osadzili troche zasurowo. to fajny i dobry typ jest.
tylko mu sie zabladzilo. sam byl w lekkim szoku nastepnego dnia.
do zony sie przyznal (zreszta mamy wspolnych znajomych i tak by sie wydalo) i widac ze ja kocha.
moze ja sie zle wyrazilam. mile telefony i smski nie maja praktycznie podtekstów.
problem polega na tym ze strasznie nam iskrzy. dawno nie widzialam u faceta rumiencow na twarzy hahaha. a u siebie takiej dzikosci

rozmawialismy dzis przez telefon. dwa razy. prawie normalnie. jaki on ma niekontrolowany usmiech w glosie jak ze mna rozmawia, ale akurat dobrze trafil, bo siedzialam u kumpla uzbrajajac nowego laptopa i nie mialam czasu myslec o pierdolach.
koncert razem i tak zagramy i jest spora szansa ze uda nam sie powrocic do kolezenskiego stanu sprzed.
najprosciej dla mnie byloby znalezc jakies antidotum, problem w tym ze ja okropnie wybredna jestem i malo kto mnie kreci.
ale czuje sie o wiele silniejsza niz wczoraj i dam sobie rade bez antidotum. oby.
pisze druga piosenke. nie o nim, o mnie. jakos kreatywnie to mnie w sumie wplynelo, uwolnilo milion emocji, chwile bylam slaba, ale juz jestem silniejsza.
janko2 pisze:milucha pisze:Co Ty fanzolisz januszku..?
Moze gosciu tylko...ekhem..zabladzil he..?!
Możesz to nazwać jak chcesz....

..Ja myślę ,że on po prostu szuka nowej...d...y..
Taka mała rozrywka,przy nudnej żonie.....
A my ..no cóż....Następny odcinek ,,Seksu w wielkim mieście''....przed nami.....

oj francolisz
milucha, wlasnie tak mysle
nesia pisze:
Dokładnie, choć na poczatku pewnie bedzie zła jak osa, "dostanie z liscia w twarz", jednak po oswojeniu się z sytuacją - podziękuje i zatrze ręce bo teraz Ty przejmiesz jej ciężar. Ona z pewnością zna bądz pozna swoją wartość....
nie zamierzam niczego przejmowac, ja wogole nie zamierzam na siebie brac zadnych ciezarow. nesia, ja wogole nie pakuje sie w zwiazki, tzn u mnie to ja sie nudze i przewaznie koles zaczyna mi dzialac na nerwy zanim sie naprawde zwiaze. a juz wogole nie wyobrazam sobie zeby u mnie jakis zamieszkal. brrr.... nie uwazan tego za zalete, po prostu tak jest. zasadniczo jest to wkurzajace a czasem przykre wrecz. prawdopodobnie i tak bym go za chwile odstawila.
jesli chodzi o zone, to ja mysle, ze ona nigdy nie powinna sie dowiedziec, bo ma synka i szczesliwa rodzine. nie chodzi o to ze ja balabym sie przyznac. wrecz odwrotnie

ale mysle ze jej mogloby to wszystko zburzyc. niech oni sobie maja te rodzinke.
ja bym nie potrafila byc z facetem, o ktorym wiedzialabym, ze mnie zdradzil.