bluebeleczka pisze:grzyby przynajmniej nie sa natarczywe, hi,hi.
czyli co metoda na faceta jak na grzyba, zjesc zupe, a nastepnego dnia do wc i po temacie, chociaz czasami brzuch boli po tych i po tych.
hahahaha! mozna wiele podobienstw wykazac, ale mi chodzilo o to, ze ledwo sie jedengo pozbedziesz, zaraz wyrasta nastepny
Anielicanrw pisze:...a cos tej jesieni slyszalam ..grzybow brak...nie wiem jak z facetami,bo ich jest bynajmniej tutaj w niemcowie...zawalenie....
ewawawa...Ty szalona kobito!
w polandzie aktualnie mamy wysyp grzybów, rosna jak dzikie, na bazarze podgrzybki, kurki, gaski, maslaki, prawdziwki, kanie, do wyboru do koloru.
nesia pisze:
nikogo nie umoralniając sądzę, że nie kwota jest tu problemem, a problemem jest sex z przygodnym partnerem bez zabezpieczenia ...
wiemy i przyznajemy sie do glupoty wlasnej. wyposzczona bylam do granic swoich mozliwosci, zwierze mi sie wlaczylo. zasadniczo zawsze tego pilnuje.
historii ciag dalszy:
oddalam mu te polowe kasy i zrozumialam ze tak bardzo jak chcialam sie jej pozbyc, tak samo bardzo mialam ochote na powtorke. przyjechal w nocy do mnie do klubu (a ja nie dosc ze ogarnialam jedna impreze tej nocy to sama DJowalam na drugiej, co oznacza pewna ilosc sluzbowych piw - ta praca mnie wykonczy hehe) i odwiozl do domu. zachowalam sie jak swinia, bo slowa nawet nie powiedzialam chlopakowi z ktorym wczesniej umawialam sie ze mnie podrzuci do domu i specjalnie po mnie przyjechal. do konca wierzylam, glupia, ze to sie nie wydarzy. najgorsze jest to ze praktycznie sama go sprowokowalam. wystarczyla iskra; usmiech i "nie taki jak mial byc" buziak na odchodne.
i odchodne zamienilo sie we wchodne. (nesia tym razem wszystko pozabezpieczane jak trzeba).
rano obudzilam sie juz w ostrym moralnym kacem. i wiem ze on tez mial.
na szczescie to nie koniec. koniec jest lepszy.
wieczorem spotkalismy sie znowu. podjechal do mnie po koncercie i afterparty na ktorym bylam u siebie. dostalam plyte i piosenke napisana przez niego na okolicznosc calej tej sytuacji. zakamuflowana, kilka czasownikow jest pozmienianych, zeby mogli ja publicznie zagrac.
w trakcie drogi zabronilam dotknac swojej nogi (jej, mialam krótka sukienke i kabaretki), nie pozwolilam odprowadzic sie pod drzwi, podziekowalam, pozyczylam dobrej nocy i zazyczylam sobie nie spotykania sie co najmniej przez tydzien. niech mi glowa odparuje.
dzis rano ja napisalam piosenke na okolicznosc, o swoim groupie, dzikim sexie w rytm mojego basu i odeslaniu faceta do jego swiata.
i niech tak zostanie.
acha, fajfoklok byl wczoraj i przedwczoraj w klubie. bosze jak on na mnie patrzy. jakbym mu jakas krzywde zrobila ale przeciez on o niczym nie wie . . .